Macierzyństwo

Ważne rzeczy o których nie dowiesz się w szkole rodzenia

W czasie ciąży jak większość przyszłych rodziców uczęszczaliśmy do szkoły rodzenia. Takie zajęcia są warte zaliczenia dla każdych debiutujących rodziców. Dzięki nim można było otrzymać wiele informacji n/t ćwiczeń dla przyszłych mam, pielęgnacji dziecka, nauki oddychania istotnej przy porodzie, bankowaniu komórek macierzystych itd. Na tamten moment wydawało nam się że tematy zostały wyczerpane i wiemy wszystko.
Po narodzinach dziecka jednak życie szybko zweryfikowało ile faktycznie istotnych rzeczy się dowiedzieliśmy, ile było całkiwicie zbędnych. I co najważniejsze, czego zabrakło a jest bardzo istotne.
Pierwszą rzeczą było noszenie noworodka i młodszego niemowlęcia. Z pozoru wydaje się to banalne, a jednak takie nie jest. Bo nieumiejętnym noszeniem bardzo łatwo dziecku zaszkodzić. Maleńki człowiek jest jeszcze bardzo plastyczny i noszenie w nieodpowiednich pozycjach nie tylko może być zbyt obciążające na kręgosłup dziecka, ale także utrwalić złe ułożenie i doprowadzić do konieczności zastosowania rehabilitacji. Co więcej, odpowiednie ruchy przy pielęgnacji czy noszeniu, podnoszeniu niemowlęcia wpływają choćby na jego poczucie bezpieczeństwa – zbyt gwałtowne ruchy mogą dziecko bardzo wystraszyć. Z pomocą przyszedł nam tu Paweł Zawitkowski – ekspert w tej dziedzinie. Warto obejrzeć jego filmy instrukatrzowe i być przygotowanym na przyjęcie małego członka rodziny, w pełni świadomym zagrożeń wynikających z nieparwdiłowego noszenia, podnoszenia, trzymania. W końcu lepiej zapobiegać niż leczyć.
Drugą rzeczą była kwestia nosideł i wisiadeł jako alternatywy do chustowania. To również powinno być obowiązkowym tematem. Dla wielu rodziców nosidło to nosidło. A różnica bywa kolosalna. Pewnie wiecie że dobre nosidło, to nosidło ergonomiczne miękkie, które dobrze dziecko podtrzymuje, utrzymuje nóżki oraz kręgosłup w odpowiedniej pozycji żabki i nie uciska na genitalia. Po drugie w dobrym nosidle nie nosimy dziecka przodem do świata. Po trzecie z nosidła nie korzystamy dopóki dziecko nie siedzi samodzielnie.
Foto:Pinterest
Jak się jednak okazuje, o taką wiedzę niestety trzeba postarać się samemu. Większość rodziców idzie po prostu do sklepu i kupuje, a sprzedawcy mają na ten temat wiedzę zerową. W efekcie idąc po jakimkolwiek centrum handlowym, można zaobserwować masę rodziców z dziećmi właśnie w wisiadłach (przeważnie pewnej skandynawskiej marki), co gorsza często są to naprawdę maleńkie dzieci – dwu-trzymiesięczne. I nie potrafię potępiać takich rodziców, bo te sytuacje wynikają po prostu z ich niewiedzy. Niemal non stop widują rodziców z dziećmi w wisiadłach, co może przekonywać że jest to prawidłowa metoda. Rodziców z nosidłam ergonimicznymi widuje się dosyć rzadko. Sama pierwszą przygodę z nosidłem miałam nieudaną, właśnie spowodowaną niewiedzą. Zachęcona przez sprzedawcę zakupiłam nosidło, z którego skorzystaliśmy zaledwie raz. Szybko w użytkowaniu wyszło że  młody nie czuje się w tym komfortowo, ja miałam strasznie obciążone plecy, tym bardziej że jego pozycja wymagała właściwie stałego podtrzymywania go pod pupą, gdyż leciał w dół. Następnego dnia ledwie chodziłam. Nie byłam też świadoma, że noszenie w takim “nosidle” może negatywnie wpływać na stawy biodrowe oraz kręgosłup dziecka. Po tej krótkiej i jednorazowej przygodzie szybko jednak nadrobiłam braki wiedzy. Z pomocą przyszła koleżanka męża, która pożyczyła nam na kilka dni swoje ergonomiczne nosidło, po to byśmy mogli sprawdzić czy będzie nam z nim wygodnie. Jak się okazuje noszenie w takim nosidle jest bardzo wygodne zarówno dla dziecka jak i dla mamy. Obecnie jesteśmy na etapie wyboru nosidła ergonomicznego i mam już swój typ. Tutaj znajdziecie informacje na temat różnic pomiędzy nosidłami a wisiadłami –> klik.
Reasumując, to bardzo ważne by w końcu na szkołach rodzenia fizjoterapeuci zaczęli mówić o takich rzeczach. Być może mniej dzieci będzie później wymagało rehabilitacji. Jeśli właśnie uczęszczacie na takie zajęcia, koniecznie upominajcie się o tę wiedzę!
Jeśli macie jakieś sugestie czego Wam zabrakło, dodajcie to proszę w komentarzach. Być może dla innych młodych lub przyszłych Mam będzie to wiedza bardzo użyteczna 🙂

ZOBACZ RÓWNIEŻ

6 komentarzy

  • Odpowiedz
    Joanna Wiater
    11 marca 2016 at 16:01

    mi zdecydowanie zabrakło informacji o tym jak dokładnie pielęgnować malucha. I nie chodzi mi tutaj o jakieś szczególne przypadki (typu AZS), ale codzienną pielęgnację – czyli żeby dokładnie sprawdzać okolice szyi (miliony fałdek, pod którymi kryje się mleko 😉 ), pachy, pod kolanami, za uszami. Żeby dokładnie te miejsca po kąpieli wysuszać. My niestety, po tygodniowym pobycie w szpitalu, pobieżnych kąpielach i szybkim ubieraniu nabawiliśmy się u małego poważnych odparzeń.

    • Odpowiedz
      Brzozoweczka
      12 marca 2016 at 00:19

      Fakt, o takich rzeczach mówi się zdecydowaie za mało. Mi przyszła z pomocą mama, która uczestniczyła w naszej pierwszej domowej kąpieli, i poinstruwała co należy robić. Taka pomoc była nieoceniona! 🙂
      Współczuje odparzeń u maluszka 🙁

  • Odpowiedz
    Agnieszka
    9 marca 2016 at 17:14

    Mówisz o bardzo ważnej rzeczy, Brzozóweczko… Nam też się wydawało, że po szkole rodzenia wiemy wszystko – że dobrze podnosimy naszego synka, dobrze przewijamy, dobrze myjemy. I co się okazało? Że to wszystko działało póki nie zaczął sztywno trzymać główki (a zaczął bardzo szybko…) i nieświadomie pogłębiliśmy mu asymetrię ciała! Nikt nas wcześniej nie uprzedził, żeby zmienić sposób pielęgnacji na jakimś etapie. Teraz wydajemy mnóstwo pieniędzy na rehabilitację dwa razy w tygodniu…
    Czego nam jeszcze brakowało? Np. ostrzeżenia przed kąpielą w specjalnym wiaderku do kąpieli (każdy znajdzie info w necie, nie chcę podawać firmy). Rehabilitanci bardzo go odradzają, wiaderko prowadzi do usztywnienia dziecka, pogłębienia napięć, jeśli dziecko takie ma. A położne na szkole rodzenia chwalą go jako alternatywę dla wanienki…
    Brakuje też wiedzy psychologiczno-pedagogicznej, która podawałaby konkretne metody wspomagania rozwoju dziecka – stymulacji wzroku, słuchu, motoryki i uczyła szybkiego wychwycenia zaburzeń rozwoju.

    • Odpowiedz
      Brzozoweczka
      10 marca 2016 at 00:16

      ja o tym wiaderku nie słyszałam dotychczas złych opinii, a niejednokrotnie się nim zachwycałam, teraz entuzjazm się ulotnił po tym co napisałaś. Zgadzam się, że bardzo mało się mówi o istotnych rzeczach, większość czasu pochłaniają prezentacje produktów. A szkoda, bo szkoła rodzenia z zasady powinna przygotowywać do właściwej pielęgnacji a nie do robienia zakupów. 🙁

  • Odpowiedz
    Kasia Szreder
    15 września 2015 at 21:31

    Warto obejrzeć wszystkie filmiki Zawitkowskiego 🙂 To jak obchodzimy się z niemowlakiem na co dzień jest bardzo ważne. Jeśli powtarzamy daną czynność setki razy źle, mogą utrwalać się wady.

    • Odpowiedz
      Brzozoweczka
      16 września 2015 at 01:35

      No właśnie. My dowiedzieliśmy się o tym od rehabilitantki na pierwszym spotkaniu. Miki Miał wtedy jakoś ok 8-9 tyg. Od razu wprowadzilsliśmy wszystkie metody Zawitkowskiego – są bardzo wygodne dla rodzica i korzystne dla dziecka. Wierzę że dzięki temu też rehabilitacja szybciej przyniosła efekty. 🙂

    Napisz odpowiedź