BLW Polecane RZECZY

Jak mądrze rozszerzyć dietę niemowlaka?

Zdawać by się mogło że temat rozszerzania diety jest banalny, bo przecież w sieci artykułów mówiących o tym jak rozszerzyć dietę niemowlaka jest mnóstwo, ale są one zwykle spisem zaleceń odnoszących się do zdrowego hipotetycznego modelowego niemowlaka, który ma książkowe kupy, żadnych dermatoz, dobrze przybiera, nie ma problemów zdrowotnych ani alergii pokarmowych. Kiedy jedna z tych rzeczy zaczyna szwankować, to już nic nie jest takie oczywiste.

Dla mnie temat zaczął być zarazem ciekawe jak i przerażający, kiedy to moje młodsze dziecię w kilka tygodni po urodzeniu zaczęło wykazywać oznaki alergii. Jako mama karmiąca przerobiłam dietę eliminacyjną i próby prowokacji oraz stałe wykluczenia pewnych grup produktów. Nie były to stałe rozwiązania, bo z czasem coś jeszcze uczulało. Dotrwaliśmy do pięknych sześciu miesięcy karmienia piersią i zabraliśmy się stopniowe wzbogacanie menu najmłodszej. Za radą naszego pediatry postanowiłam zgłębić temat i dobrze się przygotować do wprowadzania kolejnych produktów. Począwszy od wizyty u alergologa, po konsultację z naszą wspaniałą CDL, która pomogła nam zaplanować krok po kroku wprowadzanie pierwszych i kolejnych smaków, a także ustalić sposoby podania pokarmów dotychczas alergizujących.

Kiedy i dlaczego akurat teraz?

Najpierw powiedzmy sobie o zaleceniach. WHO czy światowa organizacja zdrowia zaleca wyłączne karmienie piersią do ukończenia przez dziecko szóstego miesiąca. Jest to jak najbardziej dobre stanowisko i o ile nie ma żadnych innych czynników determinujących wcześniejsze rozszerzenie diety, to jak najbardziej warto się tego trzymać. Warto mieć na uwadze, że układ pokarmowy malucha zdecydowanie bardziej gotowy jest na przyjęcie nowości po szóstym miesiącu niż po czwartym.

Czasami jednak dochodzą dodatkowe okoliczności, które przemawiają za tym, żeby jednak te dietę rozszerzyć chwilę wcześniej. Kiedy? Np. kiedy dziecko ma silny refluks i treści płynne mocno ulewa, a w konsekwencji nie przybiera właściwie na wadze. Albo kiedy jego urodą są bardzo wodniste stolce, które bywają przyczyną nawracających zakażeń układu moczowego. Ale o tym, czy dieta powinna być rozszerzona powinien zadecydować lekarz pediatra i to najlepiej taki, który ma o żywieniu oraz alergiach całkiem duże pojęcie. 

Dlaczego o tym mówię? Bo mając dwójkę dzieci z różnymi dolegliwościami ze strony układu pokarmowego w okresie niemowlęcym trafiłam na cały wachlarz pediatrów. Jedni kazali odstawić dzieci od piersi i natychmiast przestawić na preparaty mlekozastępcze, a pozostali zachęcali do karmienia piersią, bo pokarm matki jest przecież najlepszy, zaś zmiany zalecili poczynić we własnej diecie. Z rozszerzaniem diety było podobnie.  

A kiedy nie?

Przede wszystkim rozszerzanie diety nie powinno mieć miejsca, bo tak ktoś poradził. Nie dlatego, że córka sąsiadki to ma cztery miesiące i rąbie marchewkę jak wściekła. Ani dlatego, że teściowa tak radzi, bo jej koleżanek wnuki to już kabanosy i ogórki kiszone zajadają, a mają pół roku. Ani dlatego, że kiedyś było inaczej. I nie dlatego, że się nie można doczekać kiedy będzie można coś innego podać niż mleko.

No i oczywiście kiedy dziecko nie jest gotowe. Jeśli stanowczo odmawia przyjmowania pokarmów stałych, oznacza to, ze jego czas jeszcze nie nadszedł. Wtedy warto odroczyć rozszerzanie diety o tydzień lub dwa.

Zanim jednak podejmiesz decyzję o zaniechaniu rozszerzania diety, warto spróbować podać inny smak. Być może ziemniak czy brokuł nie spotkają się z entuzjazmem, ale za to batat i cukinia to będzie miłość. U nas tak właśnie było.

Kiedy potrzebny jest plan

Uważam, że plan jest przydatny zawsze i każdemu rodzicowi (jako spis wskazówek dopasowany do dziecka), a zwłaszcza gdy maluch miewa problemy z alergiami, co przechodzę na własnej skórze. Wówczas warto skorzystać z wiedzy i doświadczenia specjalisty. Tu przyda się opinia alergologa, pediatry lub jeżeli karmisz piersią doradcy laktacyjnego (o ile zna się na rozszerzaniu diety). 
Bo niby to tylko marchewka, ziemniaczek, jabłuszko. Ale jeśli jesteś na diecie eliminacyjnej, to trzeba wiedzieć jak i kiedy podać alergeny, i czy ten gluten w okolicach szóstego miesiąca to na pewno dobry pomysł, bo może jednak nie. 

Dobry plan będzie spisem wskazówek, kiedy wprowadzać mleko, jaja , tłuszcze czy właśnie gluten oraz kiedy i jak zwiększać częstotliwość posiłków. No i co gotować na konkretne posiłki.

Od pierwszej łyżeczki

Rozszerzanie diety poprzez wprowadzanie nowego pokarmu zaczynamy zawsze od  dwóch do trzech łyżeczek. Kolejnego dnia zwiększamy do czterech – pięciu I obserwujemy czy nic się nie dzieje. Czy skóra nie daje odczynów, czy stolce nie są ze znamionami alergii, wszak kupka prawdę Ci powie.
Powszechnym błędem jest ładowanie na raz całej porcji czy słoika już od pierwszych posiłków. Na to przyjdzie czas, bowiem proces rozszerzenia diety w pierwszym roku życia ma dziecko nauczyć nowych smaków podczas kontynuowania karmienia piersią bądź mieszanką, co niezmiennie stanowić ma podstawę żywienia.

Co dawać do jedzenia

To już zależy od mamy i od tego czy dziecko przejawia jakieś alergie. Oczywiście nie mam na myśli wyboru pomiędzy jabłuszkiem a waflem orzechowym, ale pomiędzy gotowcami w słoiczkach a samodzielnym gotowaniem. Słoiczki czy gotowe kasze są dosyć drogim rozwiązaniem, ale bardzo wygodnym. Jeśli jednak mamy małego alergika, to najczęściej najlepszym rozwiązaniem będzie samodzielne gotowanie i wprowadzanie produktów pojedynczo. Poza tym domowe przeważnie jest jednak smaczniejsze i możemy łączyć te smaki, które dziecko lubi.

Co się przyda

Warto już na samym początku zastanowić się co będzie potrzebne i wybrać rzeczy wysokiej jakości, które posłużą przez cały okres rozszerzania diety. Warto patrzeć na materiały, żeby były w pełni bezpieczne dla malucha, wszak wszystko co z rozszerzaniem diety związane będzie prędzej czy póżniej pakowane do małego dzioba.

U nas przede wszystkim sprawdza się BabyCook. nazywany też często termomixem dla dzieci. Jest w naszym domu już od kilku lat. Bardzo długo ułatwiał mi życie w przygotowywaniu posiłków dla Mikosia. Potem wykorzystywałam go wyłącznie jako blender i teraz przeżywa swój wielki come back. Rewelacyjnie sprawdza nam się przy wprowadzaniu przede wszystkim pojedynczych smaków, bo o ile możemy kupić gotowce w postaci marchewki czy jabłka, to już samodzielnej fasoli czy buraka nie uświadczysz. My wprowadzamy wszystko rozdzielnie nie tylko ze względu na alergie, ale też, żeby dać szansę na poznawanie różnych smaków, a nie wszystkiego o smaku marchwi z dodatkami.

Korzystanie z tego urządzenia jest bardzo proste, a przygotowanie posiłku zajmuje dosłownie chwilkę, jedzonko zaś nie traci witamin i minerałów, bo gotowane jest parowo. 
To co dla mnie jest jeszcze absolutnym hitem, to to, że nie muszę stać i pilnować procesu gotowania, bo o zakończeniu pracy urządzenie powiadamia alarmem. Nic się nie przypali i nie trzeba co chwila sprawdzać czy już, bo po zakończeniu programu wszystko będzie w sam raz.

Tak jak wspominałam wcześniej, urządzenie jest już z nami od kilku lat, a teraz dodatkowo zaopatrzyłam się jeszcze we wkładkę do gotowania na parze kasz i makaronów – zdecydowanie przyda się do robienia jaglanek (przepis na jaglankę z jabłkiem znajdziesz TUTAJ) i owsianek. 

Poza tym warto zaopatrzyć się w pojemniki do przechowywania jedzenia dedykowane niemowlętom. Ja preferuje te szklane, co by mieć pewność, że są bezpieczne i nie zawierają BPA czy ftalanów. Poza tym nie przyjmują zapachów i można je myć w zmywarce, a także odgrzewać w nich posiłki np. w kąpieli wodnej czy ostatecznie w mikrofali. I tu również zdecydowałam się na pojemniki Beaby, sprawdzonej już przy rozszerzaniu diety naszego starszaka.

Termos na posiłki. Bardzo żałowałam, że przy Miku go nie miałam, bo to sprawiało, że wiele raz podczas wyjścia młody jadł zimne jedzenie, bo nie było gdzie podgrzać. Teraz stwierdziłam, że musimy go mieć, żeby móc swobodnie przemieszczać się z małą, nie martwiąc się, że będziemy poza domem w porze posiłku. Termosów jest oczywiście bardzo dużo, my wybraliśmy termos od Lassig – wzorów jest dużo więcej – zobacz o TUTAJ.. Ma bardzo szczelne zamknięcie i długo utrzymuje ciepło.

termos passig

Śliniak – dobry śliniak to podstawa. Ja wolę mieć jeden, ale taki który dobrze i łatwo się czyści pod bieżącą wodą, stąd wypór padł na sprawdzone już za czasów Mikołaja śliniaki Lassig. Dla Igutki wybrałam taki z motywem łabędzim. Mamy już z tej kolekcji bambusowe otulacze, które uwielbiamy. 

śliniak_lassif_zastawa

Naczynia. O naczyniach do BLW napiszę przy innej okazji, bo do tego u nas jeszcze daleka droga, wszak dzieli nas jeszcze ok 10 tygodni od startu, więc póki co skupmy się na początkach. Na cały okres rozszerzania diety, począwszy od pierwszych łyżeczek mamy zestaw naczyń bambusowych.
Dlaczego warto wybrać te bambusowe, a nie np z  plastiku? Bo te wykonane z bambusa i kukurydzy zapewniają dziecku bezpieczeństwo podczas posiłku, co oznacza, że żadne inne substancje nie przenikają do pożywienia. Są bardzo wytrzymałe, nie tłuką się i można spokojnie myć je w zmywarce. A dla mnie to zdecydowany plus, że unikam ręcznego mycia no i oszczędność wody. 
Jedynym poniekąd mankamentem jest brak możliwości wykorzystywania ich w mikrofali, ale ja i tak jestem przeciwnikiem podgrzewania w czym innym niż szkło, bo przecież nie wiemy do końca jak plastik wpływa na jedzenie i czy czegoś przypadkiem nie uwalnia. Więc niby wada, a jednak zaleta bo nie kusi.
Nasze zestaw to naczynia Lassig.

Krzesełko. W czym się karmimy? Iga jeszcze nie siedzi stabilnie, trochę się tam podpiera, ale to początki. Do BLW maluch musi siedzieć już całkowicie stabilnie, ale do papek wystarczy siedzenie z podparciem. Jednak nie chciałam jej wsadzać na start w krzesło do karmienia, bo to za wcześnie dla tego małego kręgosłupa. U nas w tym celu sprawdza się leżaczek którego używamy od urodzenia – Up and Down Bouncer III. Jeśli obserwujecie nas na Instagramie, to już na pewno go znacie. Dotychczas głównie sprawdzał nam się do kołysania Igutki do snu, albo wtedy gdy chciałam mieć ją blisko np kiedy nie spała a ja musiałam ogarnąć maile lub zrobić obiad. Jego olbrzymią zaletą jest nie tylko trzy stopniowa regulacja oparcia (od leżenia do siadu podpartego) ale też cztero-stopniowa możliwość regulacji wysokości, na jakiej znajduje się maluszek. I tak do posiłków Iga wjeżdża na najwyższe piętro, a do zabawy z Mikiem zjeżdża niżej 🙂 Jeśli zaśnie w trakcie jedzenia, wystarczy położyć oparcie. Tapicerka doskonale się pierze, więc nie straszne nam plamy od zupek.

Na krzesełko jeszcze przyjdzie pora, kiedy będzie gotowa. A póki co leżak sprawdza się do karmienia idealnie, bo karmiąc nie musze siedzieć na podłodze, tylko wygodnie przy stole.

Wszystko czego używamy kupicie tutaj:
Zestaw naczyń | TUTAJ
Śliniak łabędzi lub z wielorybem | TUTAJ
BabyCook | TUTAJ
Koszyczek do gotowania kaszy BabyCook | TUTAJ
Leżak Up&Down Bouncer III – TUTAJ
Szklane hermetyczne pojemniki na jedzonko | TUTAJ
Termos na posiłki | TUTAJ

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Brak komentarzy

Napisz odpowiedź