Dobra, ustalmy coś sobie na samym wstępie – macierzyństwo to nie żaden wyczyn. Robimy to od wieków i gatunek jakoś przetrwał, więc pewnym jest to, że mamy je w genach. Tyle, że bycie matką, a bycie spokojną, wyluzowaną i szczęśliwą matką to ogromna różnica, a stan ten nie przychodzi tak od razu i z zasady od samego początku nie jest z górki. Na osiągnięcie spokoju potrzeba czasu. Dużo czasu.
Ręka w górę, która z Was już na etapie ciąży nie słyszała tych wszystkich irytujący tekstów (pisałam o tym TUTAJ) na temat swojego brzucha, wagi, porodu, etc? Która z Was nie wysłuchała po porodzie pierdyliona świetnych rad wszystkich ciotek, koleżanek i tych co nie mają dzieci na temat: okrywania, treściwości własnego mleka, czapeczek, skarpetek, noszenia na rękach i innego badziewia (i TUTAJ)?
Jesteśmy notorycznie zmęczone, bo dziecko, bo dom, bo praca, bo góra prania, bo zakupy, bo zapamiętaj to wszystko i zorganizuj. A wypisać się nie masz szans, bierzesz na klatę i jedziesz, nie ma zmiłuj. Ogarniasz choć nie ogarniasz, albo ogarniasz pozory i jakoś to wszystko się kręci. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, miesiące, a potem lata. Czasem coś się schrzani, no jak to w życiu przeważnie bywa. I tak bez końca, a doradców nie brakuje, choć jest ich coraz mniej. Ale im bardziej się potkniesz, tym więcej ich nagle spod ziemi wyrasta. Pragniesz spokoju i równowagi, by być jak ten pieprzony kwiat lotosu na gładkiej tafli jeziora, noszcholera…
Kluczem do tego, żeby nie sfiksować i nie paść na zawał jest bieżąca selekcja przyjmowanych informacji i ogólnie pojęte #wdupiemienie. Tak, nie przewidziało Ci się, serio, mam to na myśli.
Cóż to w praktyce oznacza? Ano ni mniej ni więcej a to, że jak znów mi ktoś próbuje na siłę przetłumaczyć, co moje dziecko powinno już, a czego nie, i jak mam je wychowywać, pielęgnować, leczyć, szczepić czy nie szczepić to nie daje się sterroryzować ani sprowokować. Jednym uchem wpuszczam i to co irytujące wypuszczam, a potem zapominam. Nie rejestruję i nie zapamiętuje, bo szkoda mi czasu i nerwów.
Ale to nie wszystko, to tylko czubek góry lodowej. Bo to nie tylko te rady, ale gdzieś mam tez ten cały wyścig na matkę roku, którą być nie chcę i na tresurę najlepiej wychowanego, najzdolniekszego dziecka. Żyję zgodnie z własnymi zasadami i w myśl własnych przekonań. Chcę spokoju i szczęścia dla własnej rodziny, a nie terroryzmu. Moje dziecko ma mieć spokojny dom, bez sfrustrowanych rodziców, bez nerwów i być wychowane w miłości i bliskości.
Wdupiemieni to najzdrowsza forma sama w sobie. Jest lekiem na słabe samopoczucie, jak antydepresant, serio. A efekty? One są absolutnie najlepsze. Poważnie, jestem o niebo spokojniejsza, nie wchodzę w bezsensowne i nic nie wnoszące dyskusje, nie daję sobie wejść na głowę, nie słucham głupot. Oddycham głęboko i uśmiecham się czując, że wszystko jest na swoim miejscu.
2 COMMENTS
Ann
6 lat ago
Jedną wadą takiego podejścia jest to, że trafiają się jednostki wchodzące na głowę. I wtedy trzeba reagować. Właśnie dla własnego i otoczenia zdrowia psychicznego. Fakt, zwykle wystarcza jedna interwencja i świat się układa na miejscu. Generalnie w życiu sprawdza się maksyma “Miej wyje***** a będzie CI dane”. Stoosować nie tylko w korporacji ale we wszystkich sytuacjach bezsensownych 😀
Paulina Bakeri
6 lat ago
Ty to twarda s* jesteś. Lubię Twoje wpisy i poglądy. Chciałabym mieć taki dystans do wszystkiego, czasami jednak nie wychodzi i wtedy właśnie czytam “Ciebie”. Dzięki kochana. Pozdrawiam z No