TOP
Macierzyństwo

Najgorszy dzień w macierzyństwie

To niesamowite jak dziecko potrafi wycisnąć z matki ostatnie soki. Minione dni pokazały mi, że przy niesprzyjających okolicznościach jestem w stanie osiągnąć gorszy stan samopoczucia fizycznego i psychicznego, niż przy nieprzespanych nocach z początków macierzyństwa, kiedy to wydawało mi się że gorzej już nie będzie. Jak bardzo się wówczas myliłam. Czasami wystarczy kumulacja kilku wydarzeń, żeby zacząć gryźć ściany ze zmęczenia i dosłownie modlić się lepsze jutro.

Zaczęło się całkiem niewinnie. Odebrałam Mikiego ze żłobka, zakupy, sąsiedzkie te-ta-tet. Miko zaświecił mi jakąś krostką na czole, ale zwykle miewał takie ozdobniki przy wychodzących zębach. Przyjęłam to za pewnik wychodzącej w ostatnim czasie czwórki. Wieczorem kąpiel z histerią w pakiecie, biedny juz nie czuł się za dobrze. Podczas kąpieli M. zwrócił moja uwagę na sporą ilość potówek na ciele miśka. Szybki rzut oka i już byłam niemal. O fuck… Mamy ospę na pokładzie. Jak nic, rano pediatra.

Ale skąd ta ospa?? Ostatnio w okolicy, wśród znajomych czy też w żłobku nie było żadnego ospowego przypadku… No nic, stało się, to się stało.

Następny poranek przyniósł dwie niespodzianki. Pierwsza taka, że miśka przez noc tak strasznie wysypało, że wyglądał jakby wlazł w pokrzywy. Bąbel na bąblu. Drugą równie przyjemną niespodzianką okazały się w moim osobistym przypadku nawracające obfite krwowtoki z nosa. Osłabiona i ledwo stojąca na nogach pognałam z Mikim do pediatry. Wizyta się niestety opóźniała, a więc staliśmy w zamkniętym przejściu, co by nie narażać na zarażenie innych dzieci. W tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że wiem skąd ta ospa do cholery! Półtora tygodnia wcześniej, byliśmy na wizycie u pediatry, i jak wchodziliśmy, mijał nas mężczyzna niosący zsypane krostami dziecko, dokładnie w tym samym miejscu, w którym staliśmy teraz. Dobra, teraz to już nie ma co rozpaczać.

Wchodzimy do gabinetu, a pediatra na nasz widok otwiera drugie drzwi i prosi pielęgniarkę o przyniesienie lampy, bo ospa w gabinecie. Oględziny, instrukcja postępowania, a może raczej instrukcja obsługi zarażonego dziecka. Whatever. Już wiem, że mam przewalone, chociaż nie wiem jeszcze jak bardzo. Wychodzimy z gabinetu, a na nas skupia się kilka par złowrogo patrzących ślepi innych rodziców. Już czuję się krzyżowana, już czuję..

Nie można przebywać na zewnątrz, póki młody nie wyzdrowieje, bo zarazimy innych. Myślę o tym, myślę. Trudno, niech stracę te 10 zł, biorę taksę, nie zbiednieję. Wzywam te taksówkę, ma być ekspress do 8 minut. Młody płacze, krzyczy, swędzi go wszystko, wcale się nie dziwię że dostaje szału. Dorosłego doprowadzało by to do szału, a on? Nawet nie rozumie co się dzieje. Mija jakiś kwadrans albo dłużej,  a   naszej taksówki nie ma, stoi za to jakaś inna. Po kolejnych kilku minutach poirytowana wydzwaniam na dyspozytornie. Kilka wymienionych zdań, fala irytacji sytuacją w moim głosie i nagle zagadka rozwikłana – paniusia wpisała inne nazwisko, a taksówka która stoi tuż obok, czeka na nas – od jakichś 15 minut. Aaaaaaaaa! Dobra, jedziemy!

Wracamy do domu. Lamenty, smutki, swędzi wszystko. Gotowanie ekspresowo, karmienie, bojkot jedzenia. Padam na twarz chociaż nie mogę. Godzina jęków, ale w końcu młody zasypia na drzemkę u nas na łóżku. Biorę go na ręce i zanoszę o łóżeczka. Otulam kocykiem, ale coś mi nie pasuje – skąd tu tyle krwi?! Patrze na siebie, na swoją bluzkę i spodnie – cholera jasna, kolejny raz! Walczę, tamuję, ale nie idzie. Dzwonię zamówić wizytę domową, ale nie daje rady. “Miła” pani przez telefon kieruje mnie na dyżur do szpitala. Cierpliwie jej tłumaczę, że nie mogę bo mam dziecko chore na ospę i jestem sama, więc nie mam go z kim zostawić. Pani stwierdza że trudno, muszę sobie “jakoś” z tym poradzić. Ajlowit polską służbę zdrowia.

Krwotok w końcu ustaje. Zabieram się za ogarnianie wszystkiego czego dziś jeszcze nie dotknęłam i czekam na męża jak na zbawcę. Jednak jego powrót jest jeszcze mocno oddalony w czasie. Młody się budzi okrutnym lamentem. Od tej pory nawet do kibelka nie pójdę, bo przecież trzeba go zająć na tyle by nie myślał o drapaniu. Klocki, czu czu, książeczki, flamastry, stempelki. Kolejny bojkot jedzenia, nie wyrabiam. Uśmiecham się spokojnie, przytulam go, bo wiem że tego potrzebuje. Niestety świat ze mną nie współpracuje, nie ma kawy w domu. Damn it.

Nadchodzi wieczór, mąż wraca z pracy. Zastaje mnie w stanie koszmarnym: blada, poczochrana, z papką na ospę we włosach i zaschniętą krwią na koszulce i spodniach. Pomaga mi, ale oczywiście mózgiem i silnikiem operacji “walka z ospą” jestem ja. Kolacja, kąpiel i lekko 40 minut smarowania wszystkich kraterów ospowych. Minęła godzina dziesiąta wieczór. Młody usypia, pora zgłosić się do szpitala, zanim kolejny raz krew mnie obficie zaleje. To jadę tam gdzie mnie pokierowali.

Wchodzę i idę się zarejestrować. Pan w okienku informuje że na lekarza ogólnego przyjdzie mi czekać do 8 godzin, a kolejne 4 na specjalistę. O ja pieprzę, po moim trupie. Szybka kalkulacja – jak tu zostanę, to bez snu czeka mnie kolejny dzień z młodym i już wiem że bez wypoczynku nie dam rady. No way! Jadę do innego szpitala. Sytuacja się powtarza, tu podobnie oczekiwanie ma być bardzo długie. Pieprze, wracam do domu, poszukam wizyty w normalnym trybie na jutro. O pierwszej w nocy docieram do domu. Przychodzę, wypijam herbatę, idę jeszcze przykryć młodego kołderką. Ale zaraz, co tak kapie? Kolejny krwotok. Ja pierdziele, ile można?! Tamuję, idę spać bo ten dzień musi się skończyć, jutro musi być lepiej.

Są takie dni kiedy wiesz, że tak źle jeszcze nie było. Każdej z nas to dotyka. Wszystko co się dzieje, jest przeciwko Tobie, wszechświat absolutnie nie współpracuje. Każda minuta dłuży się w nieskończoność. Ale za każdym razem przekonujesz się że może być jeszcze gorzej. Jednak wiesz że musisz dać radę, bo jesteś mózgiem całej tej operacji. Dasz radę bo jesteś mamą.

Ania Brzozowska

Cześć, mam na imię Ania i bardzo się cieszę, że mogę gościć Cię na moim blogu. Jeśli spodobało Ci się tutaj, to zostań z nami na dłużej, będzie nam bardzo miło :) Polub slodkiciezar.pl na Facebooku Polub slodkiciezar.pl na Instargarmie Do zobaczenia! :)

«

»

1 COMMENT
  • Gaba - Turlu Tutu
    4 lata ago

    Ospa:) Przerobiliśmy ją w zeszłym roku 1,5 miesiąca wyjęte z życiorysu, bo dzieciaki chorowały jedno po drugim:) Prawdziwy mega fun!

Zostaw komentarz!

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *