RELACJE

Gorzkie żale sąsiedzkie

Mieszkam na dosyć młodym osiedlu. Mimo że czasy takie, że często sąsiedzi są dla siebie anonimowi, to jednak widując tych czy tamtych, witamy się uśmiechem, często zamienimy kilka miłych słów – ot taka sąsiedzka uprzejmość. Większość stanowią młodzi ludzie, młodzi rodzice. Większość z nich można spotkać na placu zabaw, gdzie wspólnie bawią się dzieci. To niesamowicie pozytywne współegzystować w takiej społeczności, gdzie łączy nas coś więcej niż tylko jeden adres. I chciałabym móc zakończyć to tymi słowami, chciałabym naprawdę..

Mamy takich jednych sąsiadów tuż nad nami, którzy tylko na pozór udają uprzejmość. W rzeczywistości ona nie istnieje. Wiadomo, mieszkanie na osiedlu jest obciążone tym, że chcąc nie chcąc słyszysz sąsiadów, masz ich obok, z góry, z dołu. Ale masz też z tyłu głowy że i ty jesteś sąsiadem i jak mówi pewne przysłowie, nie rób nikomu co Tobie nie miłe. Niestety, nie każdy to rozumie.  Od prawie dwóch lat sąsiedzi nad nami notorycznie zakłócają nam spokój.

Jeszcze jak byłam w ciąży, mocno przymykaliśmy na to oko. Udawaliśmy że tego nie słyszymy. Sytuacja nasilała się i nasilała. Hałasy przeciągały się do późnych godzin nocnych. Zagłuszały telewizor, pralkę. Były na tyle dokuczliwe że słyszałam je nawet myjąc głowę pod prysznicem.

Nie jestem zwolennikiem rozwiązań siłowych. Wolę załatwić sprawę polubownie. W końcu nie wytrzymałam i złożyłam wizytę sąsiadom. Poprosiłam w bardzo grzecznym tonie o ograniczenie immisji dokuczliwych dźwięków, bo chciałabym chociaż wieczorem móc odpocząć i spokojnie położyć się spać, bez uczucia że zaraz sufit zwali mi się na głowę. Sąsiad przeprosił, powiedział że oczywiście będą ciszej. Po czym hałasy się nasiliły… Przy kolejnej wizycie kiedy nasz synek był już na świecie, i kolejnej kulturalnej prośbie o uszanowaniu naszego prawa do względnej ciszy zatrzaśnięto mi drzwi przed nosem. Nosz kuźwa, kto tak robi? Buractwo, myślę sobie.

Przy trzeciej wizycie i kolejnej prośbie argumentowanej że notorycznie budzą nam nasze kilkumiesięczne dziecko, poszła fala wygrażań, że przecież powinnam się wyprowadzić, bo oni ciszej nie będą. Im przeszkadza moje dziecko, które notabene budzi się na skutek ich hałasu. Normalnie aż się we mnie gotuje.

Jesteś matką, pewnie doskonale rozumiesz moje rozgoryczenie faktem, że usypianie dziecka przez ten hałas trwa nie 10, 15 czy 30 minut ale 2-3 godziny. Że uspokojenie i uśpienie niemal skrajnie zmęczonego hałasem dziecka to naprawdę wyzwanie, a po całym dniu niemal na granicy sił.

I teraz niech mi ktoś pomoże zrozumieć, co kieruje takimi ludźmi? Gdyby do mnie przyszedł sąsiad z prośbą o uszanowanie jego prawa do odpoczynku, gdyby powiedział że poziom hałasu który generuję nie pozwala jego dziecku spać, to chyba spaliłabym się ze wstydu. Głupio by mi było że doszło do takie sytuacji, że aż musiał się pofatygować.

Żyjemy w środowisku młodych ludzi, młodych rodziców, którzy przecież mają świadomość, jak bardzo człowiek potrafi być zmęczonym po całym dniu harówki, tym bardziej przy opiece nad małym dzieckiem. Gdzie ta empatia? Wymarła? Wyparło ją chamstwo?

Przyjaciele wielokrotnie będąc u nas, znając całą otoczkę tej sytuacji, radzili sięgnąć po cięższe działo. Zadzwonić po policje, nagłośnić sprawę na forum społeczności. Tylko co to da? Donieść jest łatwo, a konsekwencje potem mogą być jeszcze gorsze – i tak od czasu pierwszej naszej wizyty hałasy sukcesywnie się nasilają. Każda nasza prośba kończy się pogroszeniem stanu rzeczy. Taki sąsiad to jak grzyb na ścianie – cały czas rośnie i zatruwa życie…

Żyjemy w czasach gdzie sąsiad sąsiadowi wilkiem…

ZOBACZ RÓWNIEŻ

6 komentarzy

  • Odpowiedz
    Patrycja Sz
    16 sierpnia 2015 at 19:47

    Czasem po prostu nie ma wyjścia i trzeba użyć metod siłowych, bo ludzie potrzebują, żeby ktoś nimi wstrząsnął. Ja mieszkam na wsi, więc hałasy z sąsiednich domów do mnie nie docierają, ale docierają zapachy przypominające palone opony. Na tyle intensywne, że trzeba okna w całym domu zamykać. Myślę sobie, że niektórym nieobce jest stwierdzenie “człowiek człowiekowi wilkiem” w praktyce.

  • Odpowiedz
    Kasia Szreder
    30 lipca 2015 at 21:52

    Oj 🙁 Ja miałam nad głową remont 1,5 mc. Gość cały remont robił wiertarką, przysięgam. Miał 2 wizyty, ale remont skończyć musiał. Ja w tym czasie chodziłam z wózkiem po osiedlu, aby Misiek się wyspał. Wiem, co czujesz. Współczuję takich sąsiadów.

    • Odpowiedz
      Brzozoweczka
      30 lipca 2015 at 22:43

      O to też miałaś słabo. Pół biedy jeszcze jak pogoda jest, to pochodzić można. Ale jak pada lub wieje to gorzej 🙁 Na szczęście remonty nie są wieczne 🙂

  • Odpowiedz
    Sylwia P.
    30 lipca 2015 at 02:52

    Niestety. My mamy (w Polsce, aktualnie mieszkamy w Turcji)na parterze starszych sąsiadow. Ktorym przeszkadza gdy kolezanka stoi pod klatką i czeka na nas. Gdy nasze dziecko jezdzi na rowerze (3 kolowym) dookoła bloku. Że się śmieje na placu zabaw. Że zostawiałałam wózek..gdziekolwiek w miejscu nikomu nie przeszkadzającym bo o to dbalam. Dlatego ze wg niej jego miejsce jest W KAŻDEJ SEKUNDZIE na 4 pietrze tam gdzie mieszkamy. Nie wazne ze szłam z siatami z rynku, z 7 kilowym dzieckiem na ręku i tym wozkiem. I ze potrzebowalam 5 minut by po niego zejść. Gdy wróciłam po niego to już był wywalony gdzieś, kopnięty, połamano nam hamulce przy nim. Niestety życie w bloku nie należy do lekkich.

    • Odpowiedz
      Brzozoweczka
      30 lipca 2015 at 09:17

      O to współczuję bardzo takich sąsiadów. A próbowaliście to gdzieś zgłosić albo jakoś rozmawiać z sąsiadami? Nasi są jacy są, ale przynajmniej jak dotąd niczego nam w złości nie uszkodzili. Masz rację, że mieszkanie w bloku niestety bywa frystrujące.

      • Odpowiedz
        Sylwia P.
        30 lipca 2015 at 10:16

        Raz musialam wezwać dzielnicowego. To już była ostateczność ale zniszczenie mienia podlega karze. Dostali ostrzeżenie. Baba jeszcze wyzywala nas za co jej prawie wlepił mandat. Chciałam rozmawiac ale sie z nią nie dalo. Ona się drze na kazde pokolenie dzieci w tym bloku. Na wszystkich. Taki męczący typ człowieka.

    Napisz odpowiedź