Lifestyle Macierzyństwo Pół żartem

Znów na pełnych obrotach czyli matka wraca do pracy

Czuję wszechogarniające zmęczenie. Aż po koniuszki rzęs. Serio. Życie przybrało właśnie nowy, znacznie bardziej wyczerpujący wymiar. Wymiar matki pracującej.

Pierwszy tydzień (a właściwie jego połowa) już za mną. Dopiero teraz zaczęłam rozumieć znaczenie określenia doba jest za krótka. Powrót do pracy na niemal pełne obroty mocno mnie rozemocjonował, właściwie od jakiegoś czasu po cichu przebierałam już nogami. Niestety, nie miałam zielonego pojęcia co mnie czeka. Ogarnięcie pracy, dziecka, domu i bloga wymagają sił superbohatera. Nie oznacza to oczywiście że jest niemożliwe. O nie. Muszę tylko popracować nad supermocami 🙂

Takie zmiany oznaczają dla organizmu tyle, że domaga się snu znacznie bardziej niż dotychczas. Nieprzespane noce z początków macierzyństwa to pikuś. Teraz zaczął się prawdziwy survival. Każdy dzień jest jak walka o przetrwanie. Ty też tak masz? Więc sten schemat pewnie doskonale znasz. Schemat dnia korpomatki.

3.00 dziecko się budzi, chce do nas. Przynoszę i mam nadzieję dospać budzika. Szybko się przekonuję że szanse na to są marne. Dzieć rozbudził się na całego i skacze nam po głowach. Ehhhh..

4.42 dzieć nareszcie się zmęczył i poszedł spać. To trwało całą wieczność. Teraz może uda się choć chwilę dospać.

6.30 dzieć obudził się, bo zgłodniał. Głosem a raczej syreną nie cierpiącą jakiegokolwiek oczekiwania manifestuje potrzebę butli. Teraz. Natychmiast. Nie ma jeszcze pięciu minut drzemki, której potrzebuję niczym powietrza.  Wstaję, przygotowuję mleko, wracam i karmię. Przysypiamy…

6.57 Fuck. Zasnęłam, znów niedoczas. Przekładam śpiące dziecko do łóżeczko i idę doprowadzić się ze stanu mombie do normalności.

7.23 ufff. ogarnięta. Idę budzić dziecia. 5 minut przytulasów i idziemy zjeść śniadanie, a raczej rozrzucić je po podłodze ( w sensie on, ja swoje skonsumuję dopiero w pracy).7.33 sprzątam po śniadaniu podłogę. Muszę zmienić skarpetki, bo przejechałam się na twarogu… Lajf is hard.

7.46 zmieniamy pieluchę i ubieramy się. Jak zwykle walka o każdy rękaw, potem o każdą nogawkę i skarpetkę. Pół łazienki wywalone do góry nogami. Sprzątanie bajzlu zostawiam na wieczór.

7.57 walka z ubieraniem w kurteczkę i buciki, ale udaje się i wychodzimy do żłobka

8.05 niemal biegiem, ale docieram. szybkie przebieranie, przekazanie dziecia i nogi za pas – kierunek praca.

9.02 przekraczam drzwi biura. niech to szlag, jestem prawie ostatnia. Kawa i wkraczam na pełne obroty

9.10 – 16.30 praca praca praca

16.43 biegiem docieram do metra / po drodze telefoniczna randka z moją przyjaciółką – o boszzzzz jaka jestem niewyspana, głodna i w niedoczasie. + milion plotek na poprawę humoru 😉

17.30 po wystaniu odpowiedniego czasu autobusem w korkach i osiągnięciu granicznego poziomu frustracji uciekającym czasem, docieram do żłobka. Syrena podnosi się na mój widok i trwa kilka minut. Przytulasy i wszystko już gra. Wracamy do domu.

17.45 jesteśmy w domu. Młodzieży demoluje całą chatę, roznosząc wszędzie pierdyliony zabawek i chowając piloty od wszelkich możliwych urządzeń. Znów wieczorem będziemy oglądać jeden kanał…

18.00 dzieć manifestuje głód. Serwuję jabłuszko i wracam do zabawy.

18.30 Brzozowy Tata wraca i teraz jest ich czas. Ja wstawiam pranie. Sprzątam część z pierdyliona zabawek, która i tak zaraz wraca zdobić podłogę. Powoli ogarniam poranny syf w łazience i przygotowuję kąpiel.

19.20 Dzieć w kąpieli pod czujnym okiem Taty. Ja sprzątam zabawki po raz milionowy dziś… Fuck, moje plecy…

19.45 kolacja dziecia. Mąż karmi, a ja robię naszą kolację.

20.15 dzieć idzie spać.

 

20.30 -23.30  dzieć śpi. My zaczynamy wieczór: mycie butelek, sprzątanie, pranie, prasowanie, gotowanie obiadu, szybka kolacja.

23.45 przygotowujemy się do snu i idziemy spać.

23.55  poprawka, chcieliśmy iść spać ale dzieć się rozbudza więc znów trzeba go usypiać.

00.30 śpimy. nareszcie.

Wrażenia pierwszego tygodnia za nami. W myślach mówię  sobie ufff, dobrze że to już za mną. Ale mimo ekstremalnego zmęczenia, uważam że warto. Czekam co przyniesie nowy tydzień i wierzę że dam radę. Bo kto, jak nie ja? 🙂

_____________________________________________________________________________

Podoba Ci się ten teskt? Koniecznie zostaw komentarz lub lajka. 🙂

Jeśli masz ochotę zostać z nami na dłużej, to możesz to zrobić poprzez polubienie nas na Facebooku – wtedy nie ominie Cię żaden nasz post 🙂

 

Follow my blog with Bloglovin

ZOBACZ RÓWNIEŻ

4 komentarze

  • Odpowiedz
    Kasia Szreder
    15 grudnia 2015 at 21:53

    Przerabiałam to kilka miesięcy temu 🙂 Zaraz, zaraz… nadal to przerabiam 😀

    • Odpowiedz
      Brzozoweczka
      17 grudnia 2015 at 02:02

      To się chyba nigdy nie kończy, a na pewno nie w ciągu najbliższych lat 😉

  • Odpowiedz
    Kasia Harężlak
    17 grudnia 2015 at 00:09

    Jeju ja już się zaczynam bać. Jeszcze 2,5 miesiąca. No, ale kto da radę, jak nie my 😀

    • Odpowiedz
      Brzozoweczka
      17 grudnia 2015 at 02:07

      No jasne że tak! 🙂
      U nas też niedawno było 2 i pół miesiąca, ale ten czas jak na złość błyskawicznie się kurczy :/

    Napisz odpowiedź