Macierzyństwo Moim zdaniem Poważnie

Nie wiesz czym jest strach, póki nie zostaniesz rodzicem

Nie wiesz czym jest strach, póki nie zostaniesz rodzicem. Kilka lat temu nie rozumiałam, jak ktoś w ogóle może głosić takie teorie. Nie rozumiałam, bo nie byłam wtedy jeszcze mamą. Baaaa, wydawało mi się że doskonale wiem co to strach, bo przecież bałam się różnych rzeczy. Czasem odczuwałam wręcz paraliżujący strach, zwłaszcza gdy miałam zaprezentować jakiś trudny materiał przed szerokim audytorium (trema), szybkiego starzenia się (o boszzz czy to zmarszczka?! Skąd? Jak?? Za szybko! Ufff, to tylko tusz do rzęs się rozmazał), czy też latania samolotem (o boszz! Turbulencje! Aaaaa!). No przysięgam, koszmar za koszmarem.

Z perspektywy czasu wiem, że moje lęki to nic przy tym, doświadczam jako mama. Bo każda łza, każdy smutek i każdy ból jaki czuje moje dziecko, są o wiele straszniejsze niż te wszystkie pierdoły, którymi przejmowałam się kiedyś (no może poza tymi zmarszczkami  😉 ). Ten prawdziwy i najgorszy rodzaj strachu zaczął towarzyszyć mi jeszcze w ciąży. Choć wiadomość że spodziewam się dziecka była cudowna, to zaraz po niej przyszło milion obaw. Szybko nakręcałam się jak głupia. Czy dziecko urodzi się zdrowe? Wiem, że nie jestem wyjątkiem, bo każda ciężarówka przez to przechodzi, ale natłok myśli robił swoje – niczym samo nakręcająca się spirala. Moja ciąża nie była książkowa, tak więc cały czas męczyły mnie różne obawy. W pewnym momencie byłam przerażona, ile dobowa moja głowa jest w stanie przetworzyć. Sic! Gdy badania wychodziły słabiej, chodziłam coraz bardziej przestraszona. Nie potrafiłam znaleźć sobie miejsca, płakałam, milczałam, potem trajkotałam o tym czego się obawiam – wszystkie te fazy pojawiały się naprzemiennie, a obarczony był nimi głównie M. Jemu też zdecydowanie nie było łatwo, musiał wziąć na swoje barki nie tylko własne obawy, ale i mój strach, dać oparcie. Do tej pory jestem pod wrażeniem, jak fantastycznie to zniósł. Tak było przez pierwszą połowę ciąży. Potem mimo kilku epizodów szpitalnych było już lepiej, znacznie lepiej. Odetchnęłam i głęboko wierzyłam, że wszystko musi potoczyć się dobrze. Ale przetwarzanie nadal pozostało w tle – 100% kobiety.

Parę tygodni temu Miko strasznie się rozchorował – gorączka pikowała, a on pierwszy raz w życiu lał nam się przez ręce. Podawanie leków przeciwgorączkowych nie przynosiło spodziewanych efektów, a my właściwie byliśmy na nogach prawie 24h. Trzeba było bardzo szybko reagować. Wycieńczeni, zmęczeni, zasypialiśmy w każdej pozycji tam gdzie właśnie siedzieliśmy. Pierwszy raz w życiu, aż tak strasznie się o niego bałam. To ten najbardziej przytłaczający rodzaj strachu, który czasami potrafi wręcz paraliżować, choć wiesz że musisz być w stałej gotowości, bo nigdy nie wiadomo co przyniosą kolejne godziny czy minuty.

Nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co czują matki, których dzieci rodzą się poważnymi chorobami lub co gorsza – wyrokiem śmierci. Ten rodzaj strachu musi dosłownie zabijać od środka. Szczerze je podziwiam, za to że potrafią codziennie stawiać czoła swoim lękom, nie okazując słabości dziecku. Przecież muszą być silne za nich oboje. Nie mogą od tego strachu odpocząć, odsunąć go, bo towarzyszy im dzień w dzień od początku macierzyńskiej drogi.

Wśród moich bliższych i dalszych znajomych są mamy, których życie nie oszczędziło. Nie tylko z powodu chorób wrodzonych ich pociech, czasami problemy zdrowotne dzieci są konsekwencją komplikacji okołoporodowych – znam i takie przypadki. Tak czy inaczej te mamy są prawdziwymi bohaterkami. Nie skarżą się że jest im ciężko, nie narzekają. Zbierają wszystkie pozytywne emocje i przekuwają na siłę napędową do dalszej walki o swoje dziecko. My matki zdrowych dzieci znacznie częściej narzekamy, że macierzyństwo daje nam w kość, podczas gdy nasze codzienne problemy nierzadko są zmartwieniami znacznie mniejszego kalibru.

Są jeszcze inne rodzaje lęków, choć całkowicie nie związane ze zdrowiem. Towarzyszą nam niemal codziennie. Choć staramy się być rodzicami świadomymi, to jednak w dobie tak silnej presji otoczenia i mediów, obawiam się czy zdołamy wychować dziecko na dobrego człowieka? Możemy się jedynie starać ze wszystkich sił, by przekazywać właściwe wzorce, wyposażać w umiejętności, które pozwolą na szczęśliwe funkcjonowanie wśród ludzi, uczyć współegzystowania w społeczeństwie oraz dbania zarówno o siebie jak i o bliskich. Bo przecież wpajanie odpowiednich wartości jest nieodłącznym elementem tego procesu, ale czy uda się dziecku zaszczepić pożądane cechy, dając mu lepszy start w życie? Choć od samego początku przelewamy na dziecko ogrom miłości, budując dla niego jak najlepsze otoczenie, to czy to wystarczy?

Czy uda mi się zapewnić mu odpowiednie bezpieczeństwo? Świat który nas otacza, staje się coraz bardziej brutalny i bezwzględny. Przemoc rówieśników, pedofilia – to tylko niektóre z niebezpieczeństw czających się w pobliżu. Nie można wziąć za pewnik, że te tematy nigdy nie będą nas dotyczyć. Czujność i rozwaga w codziennym działaniu, to w obecnych czasach absolutne minimum w kwestii zachowania środków ostrożności. Ale to co istotne, to by wyposażać dziecko w te środki – uczyć ostrożności, rozmawiać i codziennie budować więź, bo dzięki niej za parę lat dziecko nie odgrodzi się od nas murem, który będzie za wysoki to przejścia. W innym wypadku pozostanie nam już tylko strach…

Na wiele rzeczy nie mamy aż tak wielkiego wpływu, jaki chcielibyśmy mieć. Nie da się dziecka ochronić przed wszystkim, jedyne to co pozostaje, to otaczać je miłością, okazywać zrozumienie i słuchać. Być dla niego tu i teraz, ale również zawsze potem. Strach, nawet taki w postaci troski, będzie towarzyszyć nam już zawsze.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

8 komentarzy

  • Odpowiedz
    Mamapasjioddana.pl blog
    22 maja 2016 at 10:30

    Doskonale to czuję i rozumiem, już teraz gdy mam trójkę dzieci nauczyłam się odpuszczać gdy to możliwe, ale boję się o zdrowie dzieci, okres dorastania etc. dlatego uczę się zachowywać pokój wewnętrzny, by to co przed nami przetrwać w jednym kawałku 🙂

    • Odpowiedz
      Brzozóweczka
      30 maja 2016 at 22:57

      osiągnięcie spokoju jest możliwe? 😉
      myślę że ten niepokój będzie nam towarzyszyć już zawsze, bo dzieciaki to nasze największe skarby 🙂

      • Odpowiedz
        Mamapasjioddana.pl blog
        31 maja 2016 at 10:29

        Ale wierz mi, po trzecim brzdącu żyjesz dużo bardziej bez spiny, na luzie, zrozumiałam to po porodzie, moje Twinsy zaczęły nagle dorastać, radzić sobie same w sytuacjach w których ja je wcześniej wyręczałam. Nie przejmuję się tak jak kiedyś, a niepokój pojawia się naprawdę wtedy gdy są chore, coś je boli, etc. gdy widzę naprawdę jakiś spory problem

  • Odpowiedz
    Aga Agnieszka
    23 maja 2016 at 00:17

    Moja droga, rozumiem Cię doskonale! Pamiętam jak dziś jak Oliś po raz pierwszy trafił do szpitala… Miał zaledwie miesiąc… Na chwilę rozsypałam się na kawałki – dosłownie! Na szczęście szybko się pozbierałam, pomogła myśl, że jestem odpowiedzialna za tego małego człowieka! Później był, drugi, trzeci, czwarty raz i tak cały okrągły pierwszy rok Jego życia… Za każdym razem bolało tak samo i lęk był tak samo wielki…Jednak ja sama stawałam się silniejsza! Teraz również męczą mnie podobne rozterki dotyczące wychowania, przyszłości itp… Staram się jakoś mocno nie nakręcać, ale czasami jest to silniejsze… My matki już chyba tak mamy i nawet kiedy dzieci stają się dorosłe, ta przypadłość nie mija…;)

    Pozdrawiamy!:*
    ladymamma.pl

    • Odpowiedz
      Brzozóweczka
      30 maja 2016 at 22:56

      Zdecydowanie nie mija 😉 Współczuję tego pasma hospitalizacji, oby było już dobrze :*

  • Odpowiedz
    Gaba - Turlu Tutu
    23 maja 2016 at 14:22

    Masz zupełnie rację…Dla mnie zdecydowanie najtrudniejsze jest to, że nigdy nie przestaje myśleć o dzieciach. Nawet gdy wychodzę z domu i zostawiam je pod troskliwą opieką to o nich myślę i odczuwam te strach…choć przytłumiony, trochę za mgłą…on mnie nigdy nie opuszcza … i pewnie nie opuści…:)

  • Odpowiedz
    Arbuziaki
    23 listopada 2016 at 11:15

    Odkąd pojawiają się dzieci, życie na zawsze się zmienia. Zmieniają się priorytety i zawsze jest w nas ten strach o nie. Niezależnie czy mają rok, 5, czy są już dorosłe.Teraz jest już mi łatwiej ale pamiętam jak na początku każdy maleńki katarek był dla mnie ogromnym stresem.

  • Napisz odpowiedź