Moim zdaniem Polecane

Też tak masz?

Mama przytula dziecko miłość bezpieczeństwo

Nie jestem ideałem. Nigdy nie byłam i pewnie nigdy nie będę. Choćbym nie wiem jak się starała, to osiągnąć stan perfekcji jest ciężko, bo cele i stany mające status perfekcji są w życiu niezwykle zmienne. Tak, zmienne, bo jedyną stałą w życiu jest właśnie zmiana. Dobrze mi z tym nieperfekcjonizmem,  z tym dystansem do wszystkiego, a zwłaszcza do siebie, bo dzięki niemu życie jest pełne, prawdziwe i nie pozbawione przyjemności. Jest jednak jedno, co wyszło mi w naprawdę idealnie, wspaniale i jestem pewna, że Tobie również.

Nie mam oczywiście na myśli bycia idealną matką, bo nie ma się co czarować – nie ma i nie będzie takich osób. Od bardzo dawna twierdzę, że mit idealnej matki stworzyły zakompleksione mamuśki, które próbują na zewnątrz przykryć to, jak bardzo nie ogarniają i tworzą w okół siebie lukrową bańkę, która ma im dać po pierwsze poczucie bezpieczeństwa, a po drugie wyższość. Tak więc jeśli któraś mówi, ze jest idealna, na sto procent, wie jak rozciągnąć dobę i nigdy nie ma sobie nic do zarzucenia, że wszystko niezmiennie ma zrobione, a z dzieckiem spędza czas non stop i nigdy nie jest zmęczona, to nie wierz, bo ściemą razi na kilometr. Każda z nas ma lepsze i gorsze dni, czasem się wydrze na to dziecko i w duszy potem sama się biczuje, bije się w pierś i łka po cichu, gdy nikt nie widzi. Każda z nas czasem na dźwięk setnego Mamooooo! tego dnia w myślach wychodzi  i trzaska drzwiami marząc o świętym spokoju, po czym z pełnym ciepła uśmiechem pyta: Słucham kochanie?
Tak, to po prostu proza życia. Nie inna o tej, jaką niemal każda z nas doświadcza na codzień. Ja czasami nie ogarniam, tak po prostu, zwyczajnie, bez spiny i bez żenady. Czasami nie mam siły i nie daję rady, a czasami po prostu mi się nie chce. Zwłaszcza ostatnio, bo od jakiegoś czasu przez nasze życie przechodzi tornado rewolucji wymuszających na nas ciągłe zmiany i lepsze zarządzanie czasem, którego od nowa się uczymy. Ale jak zawsze robimy to w swoim tempie, skreślamy to co nie potrzebne.

Matką roku nie zostanę, żoną roku pewnie też nie. Ale nie konkuruję z nikim, idę naszą drogą, podążam za rozsądkiem i własną intuicją, przystosowuję się na swój własny sposób do ciągłych zmian i żyję spokojnie, bez nerwów i bólu dupy o wszystko i o cokolwiek.

Na koniec dnia siadam i w myślach robię rachunek sumienia – gdzie nawaliłam, co mogłam zrobić lepiej i co wyszło mi zajebiście. Staram nie karać się za błędy czy przeoczenia, biorę się w garść i działam dalej. Nie łamię się, bo moje życie jest też bogate w wielkie dla mnie osiągnięcia. Największym z nich jest mój syn. Patrzę na moje dziecko i wiem, że to jedyne co w życiu wyszło mi doskonale, idealnie. Wiem, brzmi to bardzo banalnie i może nawet próżno, ale nic na to nie poradzę, bo tak czuję, najnormalniej w świecie jestem zakochana w swoim dziecku. Jestem pewna, że Ty też tak czujesz patrząc na swoje dziecko, że też tak masz. Nawet gdy zrobi w domu taki bajzel, że klniesz pod nosem na myśl o sprzątaniu. Nawet gdy wdepniesz w ten cholerny klocek lego. Nawet, gdy dzieć znów obleje sokiem z malin pierwszy raz założoną białą koszulkę. Nawet, gdy zrobi kolejną histerię na środku sklepu, bo przecież chce tu i teraz nieważne co. To nie szkodzi, to wszystko mało ważne i za chwilę nawet nie będziesz o tym pamiętać.  Liczy się tylko to, że ono jest, tu i teraz, że je masz. Reszta to pierdoły, które przecież nie mają istotnego znaczenia.

To pewnie minie, kiedyś, za jakiś czas. Wtedy, gdy przyjdzie okres nastoletniego buntu i  będziemy w myślach krzyczeć noszjapierdolę, za jakie grzechy dobry boże. Ale to przyszłość tak daleka, że jeszcze nie chcę o tym myśleć, jeszcze nie teraz. Tymczasem ciesząc się byciem mamą niesfornego trzylatka celebruję naszą codzienność, przybijam sobie w myślach piątkę i jestem z niego mega dumna. I Ty też bądź, bo masz w swoich ramionach największy skarb.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Brak komentarzy

Napisz odpowiedź