Kuchnia Polecane

Tą przyprawą nieświadomie trujemy siebie i dzieci…

-przyprawa-trujemy-dzieci-glutamnian-sodu-jarzynka-kuchnia-zdrowe-jedznienie

Nie jestem masterchefem ani absolwentką akademii kulinarnej. Daleko mi do wybitnych szefów kuchni. Gotowanie to moja miłość, pasja, przyjemność. Po długim dniu, gdy jeszcze mam siłę stać na nogach, „pitraszenie” przynosi mi odprężenie. Taki ze mnie samouk, z książkami Jamiego Oliviera oraz kieszenią pełną rad mojej mamy, która doskonale i zdrowo gotuje. Ale gotując dla swojej rodziny musiałam się bardzo dużo nauczyć.

Nigdy nie lubiłam ciężkiej kuchni, pełnej mięs i ziemniaków. W moim rodzinnym domu mama i babcia gotowały lekko, zdrowo, mało soli, praktycznie bez tłuszczu. Ja wychodząc z domu na „swoje” gotować praktycznie nie potrafiłam. Do dziś mąż przy każdej możliwej okazji wypomina mi okropny krem z brokuł, po którym wietrzyliśmy mieszkanie. Śmierdziało niemiłosiernie, a smak zupy, no coż, karton byłby zdecydowanie smaczniejszy.

Na początku jako osoba, która chochlę i garnek widziała z daleka, sięgałam po super przyprawy do wszystkiego czyli w kostkę rosołową czy przyprawy typu „jarzynka”. Wydawało mi się, że taka droga na skróty to nic złego, zwłaszcza gdy pani w telewizorze kusiła doskonałym rosołem, a mój smakował ja pomyje. Dodawałam te kostkę, która maskowała smak pomyj, ale do prawdziwego dobrego rosołu było jeszcze daleko. Po dodaniu magicznych „przypraw”, z garnka mrugały obrzydliwe chemiczne żółto-zielone oka tłuszczu, przypominające o tym, co przed chwilą w środku tam utopiłam. Do głowy mi wtedy jeszcze nie przyszło, że w ten sposób nas truję. Dosłownie. Tak było około ośmiu lat temu. Dziś za tę bezmyślność biję się w pierś.

Niedługo potem (na szczęście!) przyszedł mocny trend czytania etykiet,  Magda Gessler wyrzucająca przyprawy do śmieci z okrzykami furii i wzburzenia, a ja natrafiłam na Kasię Bosacką i w efekcie zorientowana na zdrowy styl życia zaczęłam wnikliwie przyglądać się składom produktów, które wkładaliśmy do koszyka. Szybko nastąpiła olbrzymia selekcja. Prawie zawału dostałam i niemal osiwiałam, gdy spojrzałam na skład kostki rosołowej i przypraw jarzynowych. Była tam prawie cała tablica Mendelejewa! Chemia chemię chemią pogania! Masa soli, tłuszczy utwardzonych (trans), glutaminian sodu i innych świństw. Aż świeci od tych wszystkich E. Zagłębiłam się dalej i dowiedziałam, że spożywanie tego „cuda” wpływa na zatykanie żył,  choroby serca, bóle migrenowe,  może powodować cukrzycę,  zwiększa ryzyko chorób nowotworowych i zdecydowanie jest zakazane dla osób z kamicą nerkową.
Bez dwóch zdań postanowiliśmy odstawić to paskudztwo raz na zawsze. Zero wzmacniaczy i polepszaczy. Zero przypraw uniwersalnych, bulionów instant. Wszystko wyrzuciliśmy do śmieci, a zaopatrzyliśmy się w arsenał naturalnych przypraw.

Potem nauczyłam się gotować powoli i cierpliwie. Dobry, prawdziwy, domowy rosół, bogaty w smak gotuje się minimum pięć godzin. Choć na początku wydawało mi się, że bez polepszaczy nie da się osiągnąć aż tak bogatego smaku, to szybko się przekonałam, w jakim błędzie tkwiłam. Rosół wolno gotowany, z dużą ilością jarzyn ma dużo wspanialszy aromat, niż pierdylion kostek.

Gdy pojawił się Miko, niezmiennie byłam pewna, że do chemii nigdy nie wrócimy. Nie chcę robić mu krzywdy byle jakim jedzeniem. Tak młody organizm nie powinien mieć kontaktu z tak okropną chemią. Nie bez przyczyny mówi się o pierwszym 1000 dni dobrego żywienia dla zdrowia dziecka. Z drugiej strony moje dziecko jest alergikiem, a w kostkach jest wszystko, w tym również i alergeny. Rosołek z takim dodatkiem momentalnie by go uczulił.
Obecnie raz na tydzień lub dwa gotuję olbrzymi gar wywaru i mrożę w porcjach. Dzięki temu zawsze mam dobrą i bogatą bazę do zup czy risotto, a co najważniejsze – w pełni naturalną.

Dla nas (mnie i M.) pozbycie się tej chemii z jedzenia przyniosło niesamowite efekty. Nie wzdyma nas i nie bolą nas brzuchy. Teraz, gdy gdziekolwiek zjem posiłek „chrzczony” jarzynką czy kostką, potem niestety bardzo to ciężko odchorowuję bólem żołądka.

Choć wielokrotnie wybieram wygodniejsze i szybsze rozwiązania, to nie kwestii żywienia. Niestety, tą przyprawą nieświadomie trujemy siebie i dzieci, a przecież  absolutnie nie jest ona do niczego potrzebna.  W kwestii żywienia lepiej postawić na slow cooking, bo jedzenie powinno być dobre, smaczne, zdrowe i bez chemii. W końcu jesteś tym co jesz.

_________________

A o tym jak ugotować prawdziwy domowy rosół, przeczytasz TUTAJ

ZOBACZ RÓWNIEŻ

1 komentarz

  • Odpowiedz
    Jak ugotować prawdziwy domowy rosół? – SlodkiCiezar.pl
    11 sierpnia 2017 at 10:52

    […] Doskonale pamiętam moje kulinarne początki. Kotlety wychodziły mi twarde, ziemniaki rozgotowane bo stale zajmowałam się czymś w między czasie, a rosół wychodził jakiś taki niespecjalny. Potem ratowałam się „chemią gospodarczą” w postaci kostek rosołowych, aż wreszcie nauczyłam się gotować i dojrzałam w kwestii wyboru naprawdę dobrego jakościowego jedzenia. Kostki rosołowe poszyły do śmieci, bo przecież to najgorszy syf i nareszcie poczuliśmy się lepiej (pisałam o tym TUTAJ). […]

  • Napisz odpowiedź