Moim zdaniem Polecane

Nie jestem babą od garów!

Gary, pranie, sprzątanie, szmata do podłogi. Przewijanie, odbijanie, usypianie. Zakupy, organizacja, listy, segregacja. Milion w rozumie i wszystko w jednym palcu. Do tego praca, najlepiej na etat i zorganizowanie w każdym momencie, we wszystkich detalach. Nie ma czasu na zmęczenie, na płakanie, narzekanie czy użalanie się nas sobą. Trzeba wziąć się w garść i mieć jaja. Bo jesteśmy kobietami i to wszystko przypadło nam w podziale ról. Nierównym podziale.  Tak się przyzwyczaiłyśmy do tego, że wszystko same, że w efekcie właśnie same sobie tego bata ukręciłyśmy. Przyzwyczaiłyśmy do tego partnerów a teraz zbieramy żniwa. Jesteśmy zmęczone, nieprzytomne i z masą obowiązków.

Chciałyśmy równouprawnienia, i dobrze! Chciałyśmy pracować, być doceniane i udało się! Pracujemy tak samo ciężko jak faceci albo i ciężej, ale wracamy do domu gdzie właściwie czeka na nas drugi etat, a nie kapcie i gazeta. Bo o ile na polu zawodowym mogłyśmy się domagać równouprawnienia i w efekcie wymagania wobec nas stały się równe, tak wiele z nas wraca do domu odrobić kolejne osiem godzin ciężkiej orki.

Nie ma czasu na chorowanie, zmęczenie, gorszy dzień, bo jest co robić, czym się zająć. Nawet jak jesteśmy chore, to musimy być zdrowe. Dziecko nie zrozumie, że mama jest chora.  Czasami coś olejesz, coś zostawisz, ale to zaległość za którą przyjdzie Ci kiedyś zapłacić czasem, którego i tak nie masz w nadmiarze.
To realia wielu z nas – kobiet, matek, żon, partnerek.

My kobiety stale walczymy

To prawda. Niezmiennie walczymy o równouprawnienie, równe traktowanie, a jednak cały czas padamy ofiarą stereotypizacji.

W pracy, bo statystycznie zarabiamy mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach, chociaż często na skróconych etatach robimy tyle samo co pracownicy etatowi. A matka choć często lepiej zorganizowana bywa dla pracodawcy mało wygodna, bo przecież dziecko jej choruje. Dlatego faceta wygodniej zatrudnić, nawet gdy jest mniej efektywny – to głos jednego z warszawskich przedsiębiorców*.

W domu też walczymy, ale dajemy często za wygraną. Zostajemy sam na sam z tym całym domowym syfem do ogarnięcia. W wielu przypadkach jest to niestety bardzo ciężkie do zmiany, bo w percepcji wielu mężczyzn (ale nie tylko ich, bo te przekonania głoszą również nasze babki, matki) kobieta winna zajmować się domem i wszystkimi obowiązkami z nim związanymi. Jeśli Cię to kręci i masz dużo czasu, nie pracujesz – to w porządku. Wtedy jestem w stanie zgodzić się na taki podział i uważam, że wcale nie jest krzywdzący, o ile facet choć trochę włącza się w życie domowe i wspomaga przy niektórych rzeczach.

Ale w momencie kiedy jest się kobietą pracującą, matką i partnerką to niestety, ale taka ilość obowiązków i zmęczenia które spowodują, będzie widoczna gołym okiem, a nie tylko w wynikach badań. Organizm długo dusić nie potrafi, prędzej czy później znajdzie sobie sposób, by uzewnętrznić to, co mu dokucza, co go osłabia i co mu uwiera.

Mam plan

Mój synek jest jeszcze mały, ale już wiem jak chcę go wychować. Chcę, aby wiedział, że kobieta nie jest od niego gorsza właśnie dlatego, że jest kobietą. Są i będą zawsze sobie równi. A to oznacza, że tak samo mogą wykonywać niemal wszystkie obowiązki. Nie ma tu lepszych i gorszych, za to jest przestrzeń do wzajemnego wspierania się.

Nie wychowam syna na szowinistę, który będzie miał wywalone na obowiązki domowe i będzie czekał, aż jego partnerka po całym dniu zapieprzania w robocie postawi mu przed nosem dwudaniowy obiad. On będzie wiedział, że jeśli ona jest zmęczona, to jego zadaniem jest ją wesprzeć i jeśli nie przygotować, to chociaż zamówić kolacje.

Kobieta w percepcji społeczeństwa – nie tylko mężczyzn, a wszystkich! – powinna być alfą i omegą obowiązków domowych. Starsze pokolenia kobiet potępiają kobiety pracujące, bo kto jak nie one powinny zająć się domem i wychowywaniem dzieci? Nam zarzuca się lenistwo i wygodę, bo zapewniamy dzieciom opiekę i wracamy do pracy.  W ich czasach kobiety nie były tak wyemancypowane, kryły się w domu za masą obowiązków domowych, a mężczyźni zarabiali na rodziny. Tak było wygodniej, bezpieczniej, ale wcale nie lepiej. Kobiety nie miały jakiejkolwiek niezależności, nie realizowałyśmy marzeń, chyba że było nim wyłącznie posiadanie dzieci i zadowalanie męża.  Ale te czasy dawno już minęły, a przyszły nowe, z kredytami hipotecznymi, aspiracjami i dążeniem do szczęścia – nie tylko w skali rodziny ale też w skali jednostki.

Oczywiście osiągniecie zdrowej równowagi nie jest taką prostą sprawą, ale wartą wysiłku. Żaby jednak jakkolwiek do tego dojść, TRZEBA się wspierać na każdym etapie i na każdej płaszczyźnie.

Nie jestem i nie będę

Nie jestem babą od garów i nigdy nią dla mojego męża nie będę. Mój mąż wiedział od samego początku, że mama nie wychowała mnie na służącą i albo to będzie związek z partnerskim podejściem, gdzie dzielimy się ze sobą tym co jest do zrobienia, albo raczej nic z tego nie będzie. Na moje szczęście to szalenie mądry facet, a nie leń i leser.

Oboje wiemy, że nasz dom, który tworzymy dla nas i naszego dziecka jest dziełem wspólnym i wymaga wysiłku jego i mojego. I tak, nigdy nie wypomni mi, że nie zrobiłam obiadu czy aktualnie odłożyłam sprzątanie na kolejny dzień. Nawet jeśli nie ogarniam (pisałam o tym TUTAJ) i czegoś sama nie zrobię, to z wielkim prawdopodobieństwem on się tym zajmie. Choć zwykle wypełniamy konkretne obowiązki domowe, to jednak jeśli jest potrzeba zrobienia czegoś za siebie nawzajem, nie ma z tym żadnego problemu. Bo na tym właśnie polega partnerstwo.

 * źródło: TU

ZOBACZ RÓWNIEŻ

2 komentarze

  • Odpowiedz
    Nowa w wielkim mieście
    28 października 2016 at 15:18

    Mój mąż na szczęście też robi wszystko w domu, a na dodatek lepiej gotuje niż ja i wiedział na początku na co się pisze 🙂 Jak nie zrobię obiadu w domu, to zawsze można zamówić albo wspólnie zrobić. Sprzątamy też razem. No udało mi się z takim mężem, ale znam dziewczynę, która ma przechlapane i obiad zawsze musi czekać jak mąż wraca z pracy!

  • Odpowiedz
    MatkaPatka
    30 października 2016 at 13:05

    Super wpis, uważam tak samo jak Ty. Też chcę wychować moich synów na fajnych partnerów dla ich przyszłych żon.

  • Napisz odpowiedź