Moim zdaniem Polecane

Najważniejszy obowiązek wszystkich rodziców

Randka to niemal święto w rodzicielskim kalendarzu, serio. W naszym na pewno. To nie to samo, co położyć dziecko spać w pokoju obok, bo ono ZAWSZE wyczuje TEN MOMENT, ma jakiś magiczny romantyzmo radar i w tym,  a nie innym momencie podnosi syrenę. Klasyk klasyków. Nie Ciebie jedną to spotyka, u nas to się również dzieje. Dlatego też, gdy tylko mamy wolny dzień, a żłobek pracuje, gdy tylko dziadkowie postanowią poświęcić swój wieczór lub nawet popołudnie, zamalowujemy na czerwono dzień w kalendarzu. Pora wypielęgnować ten nasz związek! Będzie randez-vous!

Na codzień trudno jest znaleźć czas na takie dopieszczanie związku, ale to powinien być obowiązek wszystkich rodziców. Bo w końcu my tworzymy fundamenty naszej rodziny, jak u nas się coś nie klei, to prędzej czy później cała konstrukcja się zawali. True true!

Tyle tytułem wstępu. A więc gdy w końcu nadchodzi ten wyjątkowy, wysmarowany na szkarłat w kalendarzu dzień, okazuje się, że rozwój wydarzeń zwykle jest bardzo przewidywalny, choć nieoczekiwany, bardzo powtarzalny, choć wcale nie planowany. Opiera się zwykle na kilku fazach:

Faza pierwsza:  Zostawiliśmy, wychodzimy!

Wolność, wolność! O boziu, jak dziwnie. Nikt nie płacze, nie krzyczy, nie rzuca się na ziemię, nie szarpie za rękę i nie histeryzuje. Torebka jakby o tonę lżejsza, bo bez pieluch, chusteczek, sryliona zabawek, soczków, przekąsek, ubranek na zmianę. Jest taka płaska, leciutka i mała. Idę prosto i nie objuczona jak wielbłąd. Nie zatrzymuję się pińcet razy pokonując dystans 25 metrów. Nawet szpilki mam na nogach, bo nie muszę dziecia ganiać po ulicy. Mogę stawiać małe kroczki, jak ta gejsza. O ja pieprze, ale luksusowo. No to goł!

Faza druga: Knajping w wersji france elegance

Cóż za odmiana. Idziemy do knajpy, która NIE JEST PRZYSTOSOWANA DO DZIECI. Jakie to niesamowite. Cisza, przyjemny brzdęk kieliszków i słyszę tę muzykę w tle leci, zamiast krzyków wydobywających się z małych otworów gębowych. Przeglądam kartę i co chwila łapię się na tym, że w myślach mówię ŁaaaaŁ! Po kolejnej chwili zdaję sobie sprawę, że bezwiednie poszukuje menu dziecięcego, którego tu przecież nie ma. Oddychaj kobieto – myślę sobie – przyszłaś tu dla przyjemności. Wróć do sekcji napojów z %.

Kilka minut później kolacja już zamówiona. W napięciu oczekujemy na (uwaga!) pyszny, gorący posiłek, którego nie trzeba było gotować i zjemy go powoli, delektując się smakiem, a nie połykając kęsy w pośpiechu i bez pogryzienia. Pierwsze kilka minut jemy w ciszy. Celebrujemy ten rzadki moment, emocje opadają. Zaczynamy rozmawiać. Kilka wymian zdań, od słowa do słowa i temat schodzi na dziecko, a jakże. STOP! Zmiana tematu. Koniecznie! Natychmiast!

Faza trzecia – będzie romantycznie!

Reszta kolacji upływa fantastycznie, przychodzi rozluźnienie, butelka wina robi swoje. Prawie jakby ktoś taśmę przewinął o kilka lat wstecz. Śmiech, flirt, głębokie spojrzenia, no romantyzm w opcji full. Cu-do-wnie. Kiedy szum w głowie daje o sobie nieco znać to już wiemy, że pora kończyć i wracać do domu. Dziecko śpi od kilku godzin, a więc jest szansa na kontynuację tego wspaniałego wieczoru. Ubierając płaszcz znajduję w kieszeni maleńki mikołajowy samochodzik. Oczywiście rozczulenie milion, stęskniona smęcę coś tam pod nosem, sama nie wiem czemu. Tylko nie rycz głupia – myślę.

Bierzemy na wynos lody, pyszne ciacho i wracamy do domu, oczywiście po smutku już śladu nie ma. Zakochani jak para nastolatków, chichramy się przez całą drogę.

Wchodzimy do domu na paluszkach, „zwalniając” tym samym dziadków z opieki nad najmniejszym. Cisza, dziecię śpi. Noc jest młoda i nasza! Zrzucam te szpilki i tę sukienkę, torebka leci w kąt. Odkrywam łóżko okryte kołdrą, a zaraz potem przychodzi kolejne odkrycie – dziedzic nasz właśnie się obudził. Adios romantico simpatico noche. Młody postanowił wykolegować tatę z tej dobrze zapowiadającej się imprezy i wpakował się zaraz za mną do naszego łóżka. Przykleja się na łyżeczkę, a mi tak ciepło, tak dobrze, że sen przychodzi w kilka sekund. Dobranoc szczęście.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

1 komentarz

  • Odpowiedz
    Andrzej
    2 grudnia 2016 at 11:46

    haha:) ubawiłem się:) u nas jak narazie randki kończą się na planach. Mała już tutaj wyczuwa podstęp:P

  • Napisz odpowiedź