Lifestyle Moim zdaniem Polecane

Najgorszy pomysł wyjazdu z dzieckiem

Nadszedł niedzielny poranek. Mój mąż budzi mnie słowami: Wstawaj, pakuj najpotrzebniejsze rzeczy, jedziemy za miasto!!! Nie zgadniecie co zapakowałam! Arbuza!  Nie pytajcie mnie czemu, ale wydawał mi się niezbędny. Ahoj przygodo, ruszamy!

Nie wiem czy to wizja wspaniałego jednodniowego wyjazdu z milionem atrakcji, czy też ta adrenalina niczym z czasów przed macierzyńskich sprawiły, że chyba głupia dostałam jakiegoś zamroczenia totalnego. Nie spakowałam prawie nic, prócz kilku resoraków i kilku pieluchomajtek, rzeczonego arbuza i w drogę! To był początek koszmaru. W krótkiej relacji: mieliśmy opalać zadki nad mazurskim jeziorem, a w efekcie gdy dojechaliśmy na miejsce przyszło załamanie pogody i ściana deszczu (wtf?! gdzie moje słońce?!). Oprócz tego przez ulewy i korki spędziliśmy w samochodzie 8 godzin, przez które młody z absolutnego wkurzenia przypięciem do fotelika, posyłał nam naprzemiennie symfonie płaczu i opery wrzasków. W sumie, cholera, nie dziwię mu się wcale. Mi po tym czasie prawie odciski na tyłku zostały.

Nie wiem czy to kwestia tych emocji czy czego, ale pojęcia nie mam jak to się stało, że nie sprawdziliśmy pogody i nie wzięliśmy z domu żadnego staffu do entertejmentu dla Miko. Czego oczywiście efektem była podróż moich koszmarów. Szczerze, lepiej zniósł 18 godzinną podróż z ostatnich wakacji, wtedy przynajmniej się nie płakał, marudzenie w takich sytuacjach jest zaś akceptowalne.

Dlatego nigdy, przenigdy nie wybiorę się już na taką jednodniową wyprawę z młodym. Po moim trupie, i po wszystkich innych trupach. Za chiny i za cholerę nie. Tak właśnie mówiłam w ubiegłą niedzielę wieczór, aktualnie minął prawie tydzień i może by tak jednodniowy wypad do…?

Każda z nas chyba to ma – sporadyczną acz głupią (serio, zobacz jakie przyniosła mi efekty!!!) tęsknotę za przed macierzyńską spontanicznością,  niezależnością i związaną z tym adrenaliną. A chodzi ona w parze z zamroczeniem głupotą. Jak tylko pojawia się okazja, dajemy się ponieść wyobrażeniom, odpływamy, na spontanie pakujemy dziecko z arbuzem w komplecie do samochodu, a potem szara rzeczywistość mocno sprowadza nas na ziemię. Ale to nieważne. Wiesz dlaczego?

4

1

3

Możesz oczywiście sobie tłumaczyć że to najgorszy pomysł i nigdy w życiu już nic więcej nie zrobić, albo pójść na całość i chodzić z załadowanym pampersem w torebce, bo przecież nigdzie po drodze nie było kosza. A potem płacąc w knajpie za jedzenie, wyjąć przypadkiem tego pampersa szukając portfela w torebce. Możesz kląć za te płacze i wrzaski, ale również mieć zajebiste wspomnienie momentu, kiedy na kilka minut przed nadchodzącą burzą, Twoje dziecko po raz pierwszy w życiu zamoczyło stopy w jeziorze i miało z tego przednią zabawę. Jak nigdy wcześniej.

Więc co wybierasz?

2

ZOBACZ RÓWNIEŻ

2 komentarze

  • Odpowiedz
    Nowa w wielkim mieście
    7 lipca 2016 at 23:09

    Moja mała to 2 godzin w aucie nie wysiedzi w spokoju, a co dopiero 8! To chyba bym tam ogłuchła! Dlatego jak jedziemy gdzieś na 1 dzień, to niedaleko, najwyżej godzinę drogi, a i tak zawsze mam torbę załadowaną pieluchami i jedzeniem dla córci. A jak dalej jedziemy, to zwykle na cały weekend. No ale masz rację, wspomnienia pięknych chwil zostają dłużej niż te jęki i krzyki w aucie 🙂

  • Odpowiedz
    Co zabrać w podróż z dzieckiem, żeby nie dać się nudzie!
    6 sierpnia 2017 at 16:11

    […] spontaniczny, nie wzięłam zbyt dużo, bo przecież nie pewnie nie zdążę użyć i wyszedł najgorszy wyjazd ever. Byłam o krok od wyskoczenia z samochodu przez ledwie uchyloną […]

  • Napisz odpowiedź