Macierzyństwo Moim zdaniem

Co zrobić, kiedy rodzina wtrąca się w wychowanie Twojego dziecka?

Niedziele, święta, urodziny, imieniny – to te momenty w ciągu roku, kiedy zbieramy się rodzinnie celebrując mniejsze i większe okazje. Zawsze przy tych okazjach dochodzi do starć międzypokoleniowych, o poglądy i zdania, o metody wychowawcze – bądź co bądź temat ponadczasowy. My, stosunkowo młode pokolenie rodziców, tych świeżo upieczonych ale nie przekraczających czterdziestki, żyjemy już o wiele inaczej niż nasi rodzice czy dziadkowie. Niegdyś rodziny zakładało się bardzo młodo, teraz jesteśmy głodnymi życia karierowiczami, którzy przed ustatkowaniem się, pragną rozwinąć skrzydła, poznać świat i się wyszaleć. Nie ma w tym absolutnie nic dziwnego, bo my jako pierwsze pokolenia możemy sobie na to pozwolić. Podróże są właściwie w zasięgu ręki, a chcieć to móc, więc nic tylko wyciągać ręce i brać pełnymi garściami. I starszyzna rodzinna to często popiera, mówiąc: Młodzi są, niech korzystają. Bajka wręcz.

Kiedy już w gnieździe pojawił się dzieć lub ich dwójka, nagle zaczyna się okazywać, że sprawy przybierają inny odwrót. Pisałam już kiedyś o tym, że tam gdzie pojawiają się dzieci, tam pojawia się milion ekspertów od wychowania. Rozmowy ze starszymi pokoleniami zaczynają się i ucinają na farmazonach: ja to na wychowaniu dzieci zęby zjadłem albo ja wiem lepiej, wychowałam dwójkę / trójkę dzieci.

Próba sił

Przedstawianie swojego zdania na wychowanie dziecka, nie zgadzanie się ze starszyzną często skutkuje oskarżeniami o brak szacunku do starszych. Więc ja się pytam: od kiedy posiadanie i wyrażanie odmiennego zdania stanowi brak szacunku? Odkąd pamiętam, mianem szacunku określane było kulturalne odnoszenie i zachowywanie się w stosunku do kogoś. Odmienność zdania nie ma z tym nic wspólnego.

Niestety w percepcji starszych pokoleń szacunek często wiąże się z okazywaniem bezgranicznego posłuszeństwa. A więc skoro babcia, dziadek czy ciocia tak właśnie uważają, to tak powinno być.

Ostatnio na ścieżce zawodowej spotkałam świeżo upieczonego tatę. Opowiedział mi  dosłownie w kilku słowach o tym, że za kilka dni będą chrzcić swoją córeczkę. Ale nie chrzczą jej, bo czują taką potrzebę, nie, absolutnie. Robią to zmuszeni przez babcię, która uważa, że nie ochrzczenie jej wnuczki jest dla niej absolutną obrazą i brakiem szacunku. Babcia katoliczka, niestety narzuciła swoje zdanie rodzinie, a oni wystraszeni sytuacją i gniewem babci, zdecydowali się urządzić chrzciny. Dalej oczywiście z małego przyjęcia, zrobiła się gigantyczna impreza, z wiadomych powodów (przecież wszystkich trzeba zaprosić, bo co ludzie powiedzą).
Czy to rzeczywiście brak szacunku ze strony młodych, czy może próba sił i podporządkowanie sobie młodego pokolenia?

Oczywiście nigdy nie zarzucałam personalnie nikomu ze starszego pokolenia błędów wychowawczych, nie mnie to oceniać, zwłaszcza, gdy o tym jak wychowywali dzieci pojęcia nie mam, bo świadkiem naocznym nie byłam. Nie znaczy to jednak, że popieram metody, które osobiście głoszą oraz jakie próbują narzucać.

Wychowywanie (bardziej) świadome

Nasi rodzice czy dziadkowie zakładali rodziny mając często mniej niż 20 lat, a więc można powiedzieć, że sami byli wówczas jeszcze dziećmi. Nie zmienia to faktu, że są przekonani że byli wtedy już bardzo dorośli, nawet bardziej niż obecni trzydziestolatkowie, że oni wiedzą wszystko lepiej i więcej. Dziś moment założenia rodziny oscyluje w okół trzydziestki. Zostając rodzicami jesteśmy po pierwsze o wiele bardziej dojrzali oraz zrównoważeni emocjonalnie (nie kierują nami buzujące hormony wieku nastoletniego), mamy już określone poglądy i plany życiowe, od dawna obrane kierunki, często stabilizację finansową. To wszystko wpływa na to, że wychowując dzieci, o wiele łatwiej jest nam uczyć je świata i życia oraz zapewnić bezpieczeństwo.

Naszym atutem jest niewątpliwie większy dostęp do wiedzy związanej z wychowywaniem dzieci, oraz chęć wejścia w jej posiadanie. Chłoniemy ją zewsząd. My zwyczajnie jej potrzebujemy. Coraz rzadziej opieramy się na społecznych dowodach słuszności – zamiast obserwować otocznie, wolimy sięgnąć po opinię specjalisty. Nie interesuje nas podejście będzie jak będzie. To właśnie świadczy o znacznie dojrzalszym podejściu tego pokolenia.

W dzisiejszej rzeczywistości bardzo dużą wagę przykłada się do rozmawiania z dzieckiem. Często, dużo i o wszystkim. To podstawa wychowywania, bo dzięki więzi, która budujemy w relacji z dzieckiem, zdecydowanie łatwiej przekazywać swoje oczekiwania czy stawiać granice, które stanowią podstawy odpowiedzialnego wychowywania. Komunikowanie tylko haseł nie wolno, nie można, zostaw, nie ruszaj, nie! – nie stanowią wychowywania, a tresowanie. Dziecko wymaga tłumaczenia i uczenia świata, a nie tylko nakazów i zakazów, bo to szybka droga do stracenia kontaktu.

Wychowanie twardą ręką

Niegdyś wychowanie ograniczało się do utrzymywania większej lub mniejsze dyscypliny. W czasach naszych dziadków i rodziców służył do tego skórzany pas lub twarda ręka. Niestety. Przemoc w wychowywaniu dziecka była na porządku dziennym, co teraz już jest nie do pomyślenia. A co ze stosowaniem klapsów i prawa dziecka do nietykalności cielesnej?  Jeden powie, że to jeszcze nie przemoc, a niewinna forma upomnienia, inny że jest to niedopuszczalne. Moje stanowisko w tej sprawie jest bardzo sztywne – jestem  absolutnym przeciwnikiem dyscyplinowania dziecka poprzez używanie siły. Chcesz bić? Zmierz się z kimś równym sobie. Co więcej uważam, że jeśli podniesiesz rękę na dziecko, to już przegrałeś bycie rodzicem, nie cofniesz tego.  To już na zawsze zostanie w Waszej pamięci. I Twojej, i dziecka. Nie ma co się łudzić że dziecko zapomni, bo takich rzeczy się nie zapomina. Rodzicielstwo to sztuka cierpliwości, którą trenujesz latami.

Wychowywanie dziecka to trudna sztuka. Ważne, aby być świadomym, że wszelkie podejmowane przez rodziców decyzje w mniejszym lub większym stopniu wpłyną na kształtowanie się charakterów  oraz wspomnień z dzieciństwa. Dlatego wychowywać należy świadomie, mądrze oraz zgodnie ze sobą i dzieckiem, a nie zgodnie z oczekiwaniami innych.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

15 komentarzy

  • Odpowiedz
    Gaba - Turlu Tutu
    28 marca 2016 at 22:34

    Sama prawda Aniu! Ja niestety ciężko znoszę starcia pokoleniowe. Ja akurat mam taki „dynks”, że lubię wiedzieć i kiedy jakiś temat mnie zaintryguje, albo dotyczy mojej Rodziny i moich dzieci, to zgłębiam go baaaardzo dokładnie! Rozmowy ze mną są ciężkim owocem do zgryzienia dla starszych pokoleń, bo ja zawsze swoje decyzje podpieram szeroką argumentacja. Ciężko mi też zarzucić brak doświadczenia, bo jednak mam trójkę dzieci i pracę i dom i sama wszystko ogarniam:) A i tak baaardzo często mimo to lecą na mnie gromy, bo „za lekko ubieram” (co tam, że nie chorują wcale, że jeszcze nie nie dane nam było stosować antybiotyków), moje dzieci rażą też samodzielnością – nie raz komentowano fakt, że moja najmłodszą córeczka używa podczas posiłku widelca (to jest dla mnie naprawdę śmieszne, bo nie ma kompletnie znaczenia, że Mała po prostu radzi sobie świetnie). Ale tak sobie myślę, że wiedza merytoryczna jest kluczem do sukcesu, bo starsze pokolenie często bazuje na zwykłym „bo tak”, a nie na konkretach:)

    • Odpowiedz
      Gaba - Turlu Tutu
      29 marca 2016 at 18:23

      P.S. szablon super – logo nieziemsko superanckie!

    • Odpowiedz
      Brzozoweczka
      9 kwietnia 2016 at 00:18

      ooo! Dokłanie – kocham to „bo tak”. Ręce wtedy opadają.
      Rozumiem Twój „dynks” bo mam to samo. I również nie lubię dawać wciskać sobie kitu 😀 Tak trzymaj, nie dajmy się 🙂
      p.s. moje dziecko też samo operuje widelcem już od paru miesięcy, chociaż podobno jest za małe i na pewno coś sobie zrobi ;p

  • Odpowiedz
    Gabriela Oleszek
    29 marca 2016 at 10:44

    Jeśli chodzi o chrzciny- akurat rozumiem.
    To narzucają zasady religii. Nasi rodzice chrzcząc nas- zobowiązali się przed Bogiem, w którego wierzą że dopilnują abyśmy żyli również zgodnie z tą wiarą. Więc dążą do tego jak potrafią :p

    Niestety już na etapie wychowania mojego chrześniaka był duży problem, moja mama i ciocia- a jego babcia i ‚ciocia-babcia’ niestety uznały że ‚babcie są od rozpieszczania’ co było wytłumaczeniem dla ignorowania wszelkich zasad wychowawczych… W efekcie po 2tyg wakacji spędzonych z nimi, moja siostra cioteczna 2miesiące usiłowała ogarnąć dziecko, które przestało jeść cokolwiek innego niż ‚kotlecik i ziemniaczki’ i zapomniało jak się obsługuje sztućce….. Ja się zabezpieczam tworząc już teraz cyk mailingowy do bliskiej rodziny, gdzie zostawiam im linki do artykułów, tłumacząc czego będę wymagać 🙂

    • Odpowiedz
      Brzozoweczka
      9 kwietnia 2016 at 00:14

      ano właśnie. Nie ma gorzej, niż jak wszyscy wokół wprowadzają własne zasady, nie licząc się ze zdaniem rodzica. Życzę, aby artykuły pomogły bliskim w zrozumieniu i zaakceptowaniu Twojego planu na wychowanie. Good luck! 🙂

  • Odpowiedz
    Kasia Harężlak
    31 marca 2016 at 20:47

    Przepraszam, że nie o tekście, ale po prostu muszę – pięknie tu się zrobiło <3

  • Odpowiedz
    MartynaG.pl
    4 kwietnia 2016 at 00:16

    No… jakie to prawdziwe sformułowanie: jeżeli masz inne zdanie co do wychowania dzieci niż starsze pokolenie – znieważasz je. :/
    I czasami taka biedna matka, z takim biednym tatą, boją się wyrazić własne zdanie by kogoś nie urazić. Robią swoje, chociaż boją się o tym powiedzieć. Uwierz kochana… mocno czasami zaciskam zęby ! 🙂
    Milczenie jest złotem. Tak mówią

    • Odpowiedz
      Brzozoweczka
      9 kwietnia 2016 at 00:11

      Tak mówią 😉
      Ale nie należy się bać, bo do puki nie zaczniesz mówić głośno swojego zdania, do puty nie będą go szanować. Trzeba brać życie we własne ręce, jedno je mamy przecież. Bo żałować jest ciężej, niż przeciwstawić się.

  • Odpowiedz
    ladymamma.pl
    4 kwietnia 2016 at 01:44

    Piękne zmiany wizualne!:) Aż się całkiem inaczej czyta!:)) ( w sensie jakby zupełnie inny blog)

    Pozdrawiam:*

    ladymamma.pl

  • Odpowiedz
    Nie wychowujesz dziecka dla siebie – Brzozóweczka
    21 lipca 2016 at 18:56

    […] będą międzypokoleniowe różnice w metodach wychowawczych i w stylu życia, o czym pisałam TU. Najważniejsze to mieć świadomość, że nic nie jesteśmy nikomu winne, tworzymy swoją […]

  • Odpowiedz
    Świąteczna jazda bez trzymanki – Brzozóweczka - Blog parentingowy
    20 grudnia 2016 at 21:58

    […] i znajomych tematy zwykle schodzą na wychowanie dzieci, a to już śliska sprawa (pisałam o tym TUTAJ). To czas, żeby się wycofać na swoje własne domowe podwórko. U nas z biegiem lat święta […]

  • Odpowiedz
    Patrycja Wawrzyniak
    23 marca 2017 at 22:13

    No ja dzięki temu ,że się stawiam i nie dam sobie wmówić jak i co i kiedy powinnam robić z babcią nie mam kontaktu od roku podobnie z moją chrzestna ,która słucha jej jak wyroczni 🙂 coś za coś ,albo dyktator rządzi ,albo my wychowujemy dzieci smutne ,ale prawdziwe. Już nie wspomnę o teściowej ,która to ,,słyszała w radiu,, jak powinnam i co powinnam.

    • Odpowiedz
      Brzozóweczka
      19 kwietnia 2017 at 14:25

      🙁 no niestety. Szkoda, że rodzina sama doprowadza do takich sytuacji, gdzie najważniejsza jest walka o ich rację i wyższość nad rodzicem, a nie przyjemność spędzania czasu. Oby takich osób wokół jak najmniej!

    Napisz odpowiedź