Shopping

Krzesełko do karmienia – co kupić, żeby nie żałować

O losie, pamiętam jak przyszło mi się zmierzyć z kupnem krzesełka do karmienia. To było gorsze niż zakup wózka czy samochodu. Niby tylko krzesełko, a jednak aż krzesełko.Pamiętam to jak dziś. Weszłam do sklepu i zaczęłam się rozglądać. Modeli pierdylion i wszystkie takie jakby podobne. Tu coś, tam coś, jakaś tacka, pasy. Patrzę i głupieję od możliwości wyboru. Temat z pozoru prostu, bo chodzi o to by dziecko unieruchomić do karmienia (czyt. uniemożliwić ucieczkę przed jedzeniem). Okazało się jednak, że wybór wcale nie jest taki prosty, zwłaszcza gdy się jest rodzicem pierwszy raz. Znalezienie krzesełka które będzie funkcjonalne, wygodne, łatwe w czyszczeniu (plamoodporne) i składaniu, a do tego zajmujące niewiele miejsca oraz lekkie, to nie taka łatwa sprawa.

Zaczęłam tradycyjnie od „riserczu”, by zorientować się co jest dostępne w ofercie sklepów. Równocześnie koleżanki rzucały mi różnymi nazwami, a ja wszystko notowałam, sprawdzałam, porównywałam. Musiałam tez wziąć pod uwagę, że młody jeszcze sam nie siedzi i krzesełko musi być do tego dostosowane (nie chciałam go sadzać zanim sam tego nie zrobi, ze względu na delikatny kręgosłup, stawy biodrowe etc.). Kryterium wizualne choć też ważne, odłożyłam na dalszy plan.

Po przeczytaniu miliona recenzji, opisów i opinii już wiedziałam na co zwrócić uwagę, aby nie kupić bubla. Tym bardziej, że niejednokrotnie widziałam u znajomych krzesełka ich dzieci – popękane, z wyszarpaną gąbką i szczerze, zaczęłam się zastanawiać czy nie trzymają w domu jakiejś wyjątkowo agresywnej zwierzyny. Bo przecież jak niby dziecko miało by to zrobić? Rękoma? Kilkoma zębami na krzyż? A jednak.. Dzieci to bez dwóch zdań mistrzowie destrukcji i unicestwienia. Jeśli coś nie da się zepsuć – daj to dziecku, ono z pewnością sobie z tym poradzi. Tak więc jedną z najbardziej pożądaną cech jakiejkolwiek rzeczy która ma służy dziecku, to oczywiście dziecio odporność. Krzesełko które wybraliśmy i użytkujemy od ponad roku jest fantastyczne i dziecio odporne, ale o tym nieco później.

Ponieważ na rynku jest dużo krzesełek, pozwól że podpowiem Ci na co zwrócić uwagę, żeby się nie przejechać. I choć cześć z Was stwierdzi że to tylko krzesełko, to będzie Wam towarzyszyć przez blisko dwa lata dzień po dniu, dlatego warto przyłożyć się do tematu i nie patrzeć za parę miesięcy jak tapicerka wesoło uśmiecha się do nas pęknięciem, a gąbka z niego wystająca zaczynam się sypać na świeżo odkurzoną podłogę. O litości, to nie na moje nerwy. Sprzątanie przy dziecku i tak jest najcięższym wymiarem kary i absolutnie syzyfową pracą.
A więc po kolei – jakie powinno być dobre krzesełko do karmienia, czyli takie którego zakupu nie będziemy żałować po krótkim czasie użytkowania:

Siedzisko

Absolutna podstawą jest komfortowe siedzisko. Powinno być wygodne. Plastikowe choć łatwe w czyszczeniu, na dłuższe siedzenie są zwyczajnie niewygodne. Warto pomyśleć o tym by było tapicerowane, lub np dało się wyłożyć jakąś poduchą. Zwracamy uwagę na materiał z którego jest uszyty, im bardziej plastikowe, tym szybszy efekt spocucha. Dziecko będzie się w tym w upały odparzać i ślizgać na potęgę.

Wracając do wygody – ważna rzecz. Więc fajnie by było, żeby oparcie było wyprofilowane, ergonomiczne i relatywnie miękkie. No i regulacja oparcia. Jak rozszerzacie dietę wcześnie, warto pomyśleć o tym, żeby można było dostosować pozycję do malca. Wiadomo, dzieci które nie siadają, nie sadzamy. Więc pozycja z możliwością lekkiego odchylenia oparcia jest tu zajebiście ważna. Moje dziecie usiadło samo dopiero ok 8-9 miesiąca (bez mojej pomocy) i od wtedy zaczęłam go sadzać. Pół leżąca pozycja ratowała nas przez kilka miesięcy. Inną zaletą rozkładanego siedziska jest fakt, że jak dziecko postanowi przyciąć komara w trakcie jedzenia, to rozkładasz krzesełko i dziecie leży. Przypięte i na wygodnym oparciu. I hejaaaa, teraz możesz napić się ciepłej kawy 🙂

Pasy bezpieczeństwa polecam pięcio punktowe, zwłaszcza gdy mały delikwent czy delikwentka kochają targać na swoje życie. Spokojna mama to i spokojny maluch. No relatywnie spokojne karmienie. A no i jeszcze regulowany podnóżek. Żeby dziecku nogi nie dyndały. Starszemu wsio adno, ale młodszemu może być niewygodnie. No i choć o tym się mało mówi, to podnóżek wspomaga naukę prostego siedzenia. (!)
Tyle w temacie siedziska.

Dalej stelaż + akcesoria.

Stelaż, kurcze, w sumie to nie wózek, więc kto by się tam przejmował. A jednak to cholernie istotna sprawa, bo przecież będziesz ten bądź co bądź mebel regularnie dźwigać. Zrób swojemu kręgosłupowi przysługę i wybierz lekki. Nadrobisz tę wagę dźwiganiem dziecka. Ja osobiście polecam aluminiowe. Plastik może popękać, drewniane piękne, ale waga… No cóż, coś za coś.

Proste składanie – o to ważne. Chyba że krzesełko ma stać i permanentnie zagracać przestrzeń. U nas nie było o tym mowy, bo choć kolorystykę wybraliśmy taką, by wtapiało się w otoczenie, to jednak nie jest wcale dekoracyjne. Składamy, odstawiamy na bok i go nie ma. Jeśli zaś wiecie, że krzesełko będzie jeździć po domu np. z salonu do kuchni, to fajnym gadżetem będą kółeczka – to znów super sprawa by nie dźwigać.
Dochodzimy do bardzo ważnego elementu krzesełka czyli tacki. Ja cenię sobie podwójną tackę – to taka nakładana taca na panel stolika. Można ja wrzucić do zmywarki po posiłku i mieć w nosie szorowanie ręcznie. Przydatną funkcjonalnością jest gdy sama tacka mocowana do krzesełka jest regulowana do małego człowieka i zdejmowana. My już zdejmujemy, Miko je posiłki z nami przy stole. 

Jak już zrobimy „risercz” i już wiemy co nam się podoba i odpowiada, i jak kształtuje się cenowo, możemy przystąpić do przymiarek. Zabieramy młodego człowieka i jedziemy do sklepu stacjonarnego. Zamiast przymierzać dzieciaka do tysiąca krzesełek możemy sprawdzić tych kilka wybranych i zobaczyć w którym czuje się najbardziej komfortowo. Nie polecam kupować w ciemno bo mały człowiek swój rozum ma i jak mu się „tron” nie spodoba, może typowo odmówić siedzenia w nim, a co gorsza zrazić się do krzesełek i wtedy pozostanie nam bieganie za nim / nią z łyżeczką (true story).

 Na koniec cena.. Niestety przeważnie te atrakcyjne ceny są właśnie w sklepach online. Więc zanim zdecydujemy się na kupno, sprawdźmy ceny w internecie. Dla 15/20 zł różnicy nie będzie sensu zamawiać ze sklepu online, jeśli będziemy już w sklepie stacjonarnym (często to równowartość przesyłki). Ale zdarzają się różnice rzędu 50-100 zł a to już nowa zabawka dla malucha lub kino dla nas, starych 😉

I teraz jeszcze żeby nie było, pokaże Wam z czego my korzystamy. Model nazywa się PegPerego Prima Pappa Zero3 (strasznie długa i zawiła nazwa). Dla rozwiania wątpliwości – to nie reklama, krzesełko kupiłam, gdy blog był jeszcze w planach. Risercz trwał całe wieki, krzesełko mi polecono, kupiłam i kocham je niezmiennie, bo genialnie się sprawdza.

peg perego

Rozkłada się do pozycji leżącej – Miko zaliczył w nim niejedną drzemkę, gdy jedzenie go pokonywało. Jest leciutkie, wygodne, ładne i wyłożone mięciutką skórą ekologiczną. No ma wszystko. Mały minus za brak siatki na gadżety pod spodem, ale jak ktoś chce można samemu coś zorganizować. 

Okazyjnie u Baby Iwony mamy takie cudo z Ikei, jak poniżej (najpopularniejszy model Antilop).

ikeaantilop

Tanioszka to i proste ak tylko to możliwe.  Ogólnie jest ok, ale zaczęliśmy z niego korzystać z niego jak młody stabilnie sam już siedział. Wielki minus za trzypunktowe pasy. Mogę je polecić dla większych dzieci (takich 9 m+), choć brak mi czasem w nim pewnych funkcjonalności.

To tyle w temacie. Udanych zakupów 😉

ZOBACZ RÓWNIEŻ

3 komentarze

  • Odpowiedz
    Monika Piętosa
    23 czerwca 2016 at 07:39

    My mamy peg perego siesta i też jesteśmy z niego bardzo zadowoleni

  • Odpowiedz
    Agata Kulik
    23 września 2016 at 09:25

    Gdzie mozna to krzeselko obejrzec stacjonarnie?

    • Odpowiedz
      Brzozóweczka
      23 września 2016 at 10:15

      Aktualnie, to nie wiem. My kupowaliśmy swoje półtora roku temu. 🙂

    Napisz odpowiedź