Macierzyństwo

Kroplówkę z kawą proszę!

Słyszałaś kiedyś to powiedzonko, że macierzyństwo jest napędzane przez miłość i zasilane przez kawę? No coż, zaczynam być głęboko przekonana, że kawa ma wyłącznie walory smakowe. Bo jak inaczej wytłumaczyć, że po wypiciu czterech nadal oczy mam na zapałki? I do tego ten moment usypiania dziecka, kiedy ani maluch ani wszechświat nie współpracują, wydłużając cały proces w cholerną nieskończoność. 

Zgrzeszyła bym, gdybym powiedziała, że mój syn ma problemy z zasypianiem i stawia wieczorami cały dom na nogi, szaleje i robi wszystko byleby nie spać. Nie, moje dziecko jest złote. Jak przychodzi pora spania, to po prostu kładzie się do łóżeczka i po kilku minutach śpi. Serio. Nie kosztuje nas to żadnych nerwów ani trików usypiania. On się położy i już go nie ma. Żadnych książeczek, bajek ani innych bajerów. O tym, jak do tego doszliśmy, po części pisałam TUTAJ.

Ale tego wieczoru było inaczej…

Mąż dał nogę z domu i pojechał się relaksić. Jego prawo, każdy zasługuje na odpoczynek i odrobinę powietrza. Tak więc zostałam sama na placu boju.
Poprzednie dwie noce dały mi absolutnie w kość, bo choć Miko wieczorami pada jak mucha, to często gęsto od północy już się budzi kilka razy i robi sobie do nas wycieczki. Spanie z dwulatkiem to już nie taka prosta sprawa, bo jakkolwiek go nie położysz obok siebie, to za moment i tak w efekcie wiercenia zostaniesz skopana na milion sposobów. Tak więc kumulowałam zmęczenie osiągając kolejne nowe stany wyczerpania, nieubłaganie dążąc do nieprzytomności. Praca, czas z dzieckiem, dom, blog – to wszystko wyciska ze mnie soki do cna. Ale kocham te wszystkie składowe mojego życia. Nie potrafię robić czegoś na pół gwizdka, więc koniec końców często płacę przemęczeniem. Ale nie zmienię tego, bo musiałabym zrezygnować z którejś części siebie.

Kumulacja zmęczenia przypadła akurat na ten dzień, kiedy szanowny mąż ulotnił się z domu. Odebrałam dziecko ze żłobka, pełna nadziei i z planem w kieszeni, że gdy tylko pójdzie spać, to ogarnę szybki prysznic i idę potocznie mówiąc w kimę. Pieprzę wszystko co trzeba, co muszę, bo ten wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju samotny wieczór prześpię i wyśpię się konkretnie. Jak się szybko okazało, było to marzenie ściętej głowy. A wszystko za sprawą tego, że tak jak ja postanowiłam olać to co w teorii muszę, tak Miko postanowił olać spanie i w najmniej odpowiednim momencie postanowił rzucić mi rękawice. Pojedynek na usypianie czas start.

Znasz ten moment, kiedy usypiasz dziecko i zamykasz oczy na pięć minut, a mija tylko minuta? Czas ciągnie się w nieskończoność. Jeśli jednak rano zamkniesz oczy na pięć minut, to w jakiś magiczny sposób mija godzina. Nie ogarniam tego, jak, dlaczego, po co?

Usypianie mnie dosłownie zabiło. Zaczęliśmy od przytulania i opowiadania bajek. Potem była książeczka, kołysanie i śpiewanie. I nic. Nie dość, że nie spać nie chciał, to co gorsza nawet nie rokował. Ani cienia ziewnięcia, opadających powiek, nul, zero. Za to śmiechy, chichy, gadanie, zaczepianie. Potem zmieniłam taktykę. Pożegnaliśmy wszystkie zabawki mówiąc, że idziemy już spać, żeby szybciej było rano, bo nie możemy doczekać się zabawy. Potem jeszcze było sprawdzanie, czy autobus za oknem też poszedł spać, bo jak nie poszedł to o spaniu mowy nie ma.

Z minuty na minutę czułam, że odpływam. Tylko kroplówka z kawy by mnie uratowała.

Proces usypiania ledwo zamknął się w dwóch godzinach. Zawsze, ale to ZAWSZE, gdy mąż wyjeżdża, nagle nasz syn postanawia nie spać. Taka to ironia losu.

Macierzyństwo jest niezwykłą przygodą, pełną miłości, szczęścia, radości. Ale nie jest jednowymiarowe. Nigdy nie uwierzę, jeśli ktoś będzie przedstawiał je tylko w różowych kolorach. Nie da się non stop rzygać tęczą. Bo w końcu to też niekiedy ekstremalne zmęczenie i momenty, kiedy nie pragniesz niczego więcej, jak tylko świętego spokoju i odpoczynku. Nawet jeśli jesteśmy zaprogramowane na wielozadaniowość, to czasami potrzebujemy podładować nieco baterie, właśnie po to, by tym zadaniom sprostać. A więc tonę snu i wspomnianą kroplówkę z kawą proszę.
Amen.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Brak komentarzy

Napisz odpowiedź