Moim zdaniem

Jestem to winna swojemu dziecku! I Ty też! #mamasiębada

Codziennie patrzę z uwagą na moje dziecko – jak bawi się, rośnie, rozwija. Teraźniejszość jest wspaniała, jesteśmy w niej razem, bawimy się, dzielimy chwile i emocje. To balsam na moje serce. Przyszłość przed nami, która w dużej mierze zależy właśnie ode mnie. Kocham go całym sercem i wiem, że jestem za tego małego człowieka odpowiedzialna.

Odpowiedzialność jest jedną podstaw macierzyństwa. Od momentu kiedy ta mała istota pojawiła się w moim życiu wiedziałam, że muszę zupełnie inaczej podchodzić do wielu rzeczy. Skończyły się czasy bycia lekkoduchem, podejścia „co będzie to będzie”. Nie, teraz sprawy trzeba wziąć w swoje ręce, a nie pozostawiać losowi.

 

Cofnijmy się jednak o kilka lat. Byłam młodsza, ciągle gdzieś biegałam, stale na nic nie miałam czasu (czyż teraz nie brzmi to absurdalnie?). Zawsze było coś ważnieszego niż to, co faktycznie powinno być najważniejsze.

 

Kiedy zaczynałam czuć że coś mnie boli, zwalałam to na długie godziny w pozycji siedzącej, za mało ruchu i ogólnie wychodziłam z założenia że przejdzie samo. Do lekarza trafiałam wtedy, gdy ból stawał się zbyt ciężki do zniesienia. A że ogólnie mam dosyć wysoki próg bólu, to pewnie wyobrażasz już sobie że potrafiłam omijać lekarza w nieskończoność. Żaden to powód do dumy, serio. Raczej do wstydu.

 

W pewnym momencie dopadł mnie dosyć uciążliwy ból brzucha. Przekonywałam samą siebie że to przejściowe, minie jak odpocznę zamiast stale gonić. Wytrzymałam tydzień i tarfiłam do internisty. Wtedy zaczął się maraton po lekarzach. Badania goniły badania, lekarz za lekarzem i tak po kolejnym tygodniu (fart że i tak dosyć szybko) trafiłam do specjalisty, który wystawił trafną diagnozę. Okazało się, że miałam przewlekłe już zapalenie jajników. Lekarz nie owijał, przepisał leczenie i nakazał leżeć albo w domu albo udać się do szpitala. Okres leżenia 21 dni. Niewyleczenie lub niedoleczenie będzie oznaczać, że mogę mieć olbrzymie problemy z zajsciem w ciążę. Dalej był strach, łzy i przerażenie. Odleżałam 3 tygodnie, prawie nie wstając w łózka. Z duszą na ramieniu poszłam na kontrolę, na której okazało się że mój organizm był oporny na leczenie i wyszłam z kolejną kuracją.

 

W sumie leżałam w łózku ok. 6 tygodni. Ale udało się. Dwa lata później zaszłam w ciążę. W ciąży byłam już bardzo pilna i część badań wykonywałam po dwa razy, jeśli pojawiał się choć cień wątpliowści.

 

Dziś patrzę na tego mojego okrucha i myślę sobie że muszę być odpowiedzialna – dla niego. Nie mogę pozwolić na to, by wychowywał się bez mamy. Regularnie chodzę do lekarza i wykonuję badania kontrolne. Choroba czy dolegliwości bólowe nie są już wyznacznikami umawiania wizyty, bo wczesne wykrycie różnych anomalii pomaga w szybszym zdiagnozowaniu wielu przypadłosci i często uniknięciu poważnych powikłań.

 

Chodzę do lekarza i badam się regularnie, bo jestem to winna swojemu dziecku.

 

Ty też jesteś winna to swojemu dziecku, więc nie zwlekaj. Chwyć za telefon i umów się. Tak niewiele czasu na to poświecisz, a możesz wiele zyskać – bo ile warta jest Wasza wspólna przyszłość? Moim zdaniem jest bezcenna.

 

Dzisiejszym wpisem przyłączam się do akcji #mamasiębada, oragnizowanej przez Karolinę z bloga MamaCarla. Akcja ma na celu zwiększenie świadomości wśród mam, na temat istoty stosowania profilaktyki poprzez poddawanie się badaniom okresowym. Tym samym Karolina zachęca do podejmowania inicjatywy, zamiast biernego czekania na to co los przyniesie. Brawo Karola 🙂


Dlatego dziewczyny badajcie się! Zapiszcie się na badania już dziś! Nie jutro, nie za tydzień, ale dziś! Pamiętajcie, że robicie to nie tylko dla siebie, ale równiez dla tych małych istotek, które tak bardzo Was kochają i dla których jesteście całym światem! 


Namówcie do badań nie tylko znajome mamy, ale również wszystkich bliskich!
Oprócz zapisania się na badania, możecie również włączyć się do akcji pokazując że robicie coś dla siebie poprzez zamieszczenie foty obrazującej Wasze małe przyjemności (np. kubek ulubionej herbaty, książka, nowy ciuch) z hasztagiem #mamasiębada.
I jeszcze jedno – jeśli Wy będziecie chodzić chętnie do lekarza, to dzieci też nie będą się bały – jak wiadomo, przykład idzie z góry 😉
_____________________________________________________________________________

 

Podoba Ci się ten tekst? Koniecznie zostaw komentarz, polub post lub udostępnij 🙂
Jeśli masz ochotę zostać z nami na dłużej, to możesz to zrobić poprzez polubienie nas na Facebooku – wtedy nie ominie Cię żaden nasz post 🙂

ZOBACZ RÓWNIEŻ

12 komentarzy

  • Odpowiedz
    Turlu Tutu
    4 lutego 2016 at 12:11

    Bardzo ważny tekst, bardzo ważne słowa! Doceniam też Twoją szczerość, bo najlepiej do ludzkich głów i serc trafia własny przykład! Ja chodzę do lekarza, sprawdzam każdą wątpliwość i słucham tych, którzy mają wiedzę i doświadczenie w tym temacie…nie zdaję się na opinię babć i cioć i drążę, sama dużo czytam! Często zdaję się też na intuicję, gdy coś mi nie gra, nie ufam czemuś sprawdzam gdzie indziej np. u innego lekarza. Zawsze staram się wiedzieć, znać, sprawdzać i być właśnie odpowiedzialną!

  • Odpowiedz
    Mamorki
    29 stycznia 2016 at 11:48

    Całym sercem popieram akcję, bardzo dobrze napisałaś.
    A że mieszkam za granicą, gdzie podejście do badań jest wg. mnie lekko lekceważące (choć nie moge powiedzieć, co 3 lata regularnie dostaję list, że czas zrobic cytologię), korzystam przy każdej okazji bycia w PL i biegam po lekarzach.

    Trzeba o tym mówić, pisać. Fajnie, że dzieje się to coraz częściej!
    Diana

    • Odpowiedz
      Brzozoweczka
      1 lutego 2016 at 23:40

      co 3 lata? wow, wg mnie raz w roku to konieczność.
      Gdzie taka słaba profilaktyka panuje?

      • Odpowiedz
        Mamorki
        2 lutego 2016 at 00:05

        W UK ale wiesz… list z przychodni przychodzi regularnie (w PL jest coś takiego praktykowane?), badania darmowe. W PL podobno też darmowe są co 3 lata (popraw mnie, jeśli się mylę), ale zaleca się co rok, dlatego nadrabiam wizytami u swojego lekarza w PL, kiedy odwiedzam swoją familię i dlatego moje przyjaciółki chodzą odpłatnie.

  • Odpowiedz
    Zieloni Oni
    28 stycznia 2016 at 22:18

    Powiedzenie „jak trwoga to do Boga” nabiera ogromnego znaczenia! Niestety uciszając swój organizm i olewając sygnały, które nam wysyła prowadzimy do skrajności…

  • Odpowiedz
    MartynaG.pl
    28 stycznia 2016 at 20:23

    Nie mogę się zebrać w sobie, by napisać coś w tym temacie a mam ogromną potrzebę przedstawienia tego, co doświadczam, i jakie konsekwencje możemy ponieść (nie tylko my ale nasza rodzina) przez to, że rutynowe badania powtarzane co jakiś czas są dla nas zbędne…

    • Odpowiedz
      Brzozoweczka
      1 lutego 2016 at 23:33

      Zebrać się najgorzej 🙁 I pewnie też nie jest łatwo o tym pisać czy mówić, ale po sobie wiem że warto. Wiele tematów związanych ze zdrowie ma mniejszy lub większy ładunek emocjonalny.
      Tak czy inaczej, trzymam kciuki za Twój szybki powrót do zdrowia 🙂

      • Odpowiedz
        MartynaG.pl
        2 lutego 2016 at 22:29

        mam wrażenie, że czasami zdecydowanie lepiej jest przemilczeć pewne kwestie … mylnie pewnie, ale może po prostu muszę poczuć tą MOC!

  • Odpowiedz
    MamaCarla
    28 stycznia 2016 at 19:47

    Dziękuję za włączenie się do akcji! Świetny tekst! 🙂

  • Napisz odpowiedź