Dziecko Polecane

Jak nauczyć dziecko zasypiania?

Sen dla człowieka jest jak powietrze – aby dobrze funkcjonować, niezależnie od wieku trzeba zapewnić go sobie chociaż to absolutne minimum. Ale niestety nam rodzicom niekiedy bardzo ciężko to przychodzi, zwłaszcza gdy dzieci kładą się do łóżek z wielkim oporem, nie potrafią się wyciszyć przed snem, lub gdy są typem nieodkładalnym. Wtedy zostaje kawa i dyżury na zmianę. Zamiast się poddawać, trzeba sięgnąć po wiedzę, jak nauczyć dziecko zasypiania. Serio, tego można nauczyć.

Pamiętasz, że opowiadałam Ci o tym, jak bezproblemowo pozbyliśmy się smoczka? Pisałam o tym TUTAJ. Wydawało mi się, że złapałam Pana Boga za nogi z tą naszą metodą i teraz wszystko będzie już z górki. Nie było, a jakże. Smok gadzina zniknął, ale na jego miejsce przyszedł bardzo tłusty problem. Otóż bez NIEGO Miko nie potrafił się wyciszać, co w połączeniu z naszym luźnym podejściem do spania i usypiania, zaowocowało codzienną wieczorną masakrą dwulatkiem na rodzicach. Od momentu próby położenia do zaśnięcia upływało od 45 minut (luksus) do nawet (o zgrozo!) dwóch godzin. Po takiej wieczornej sesji mieliśmy ochotę sobie strzelić w łeb, serio. Zresztą kto by nie miał ochoty. Wytrzymaliśmy dwa miesiące. Potem pełna desperacji i nadziei pobiegłam do księgarni po to,  by wrócić objuczona mylionem poradników. Okulary na nos i jazda, akcja edukacja, musimy to przetrwać, przecież ktoś przed nami też musiał to przeżyć. Misja – dowiedzieć się, jak nauczyć dziecko zasypiania!

Ale żeby nie było, nie zawsze Miko pięknie spał. Drugim problemem było nocne nawiedzanie naszej sypialni. Często niemal noc w noc. Choć uwielbiam ten nasz co-sleeping, to szczerze powiedziawszy ciężko jest się wyspać do pracy z cudzą piętą wciśniętą między łopatki. True story, i niestety regularnie noc w noc. Edukacja miała mi i na to odpowiedzieć. Tak więc to, co poniżej przeczytasz tyczy się małych i większych dzieci, oraz ich problemów ze spaniem. Bo to co warto zrozumieć, dziecko które nauczy się zasypiania, rzadziej wędruje w nocy, gdyż szybciej  zasypia po śródnocnym przebudzeniu.

Jak to jest z tym spaniem?

Rodzice i dzieci dzielą się na dwa obozy. W pierwszej grupie są zwycięzcy, którzy od małego sukcesywnie przyzwyczajali dzieci do samodzielnego zasypiania, odkładając je do łóżeczka przed zaśnięciem. Brawa dla Was! Druga grupa to rodzice, których dzieci były nieodkładalne, wymagały kołysania, usypiania przy piersi, lulania, śpiewania i stu innych technik. Tym drugim jest zdecydowanie bardziej pod górkę. Tak między bogiem a prawdą, jest jeszcze trzecia grupa. To Ci rodzice, którzy najpierw stanowili tę pierwszą, ale z czasem z idąc w myśl rodzicielstwa bliskości, przekreślili miesiące przyzwyczajania dziecka do samodzielnego usypiania i w efekcie ich dzieci nie chcą same ładnie zasypiać, w skutek czego, notorycznie mają w nocy dziecięce pięty między swoimi łopatkami. Ja należę właśnie do tej trzeciej grupy. Biję się trochę w pierś, ale tylko trochę.

Otóż dziecko to całkiem bystra istota. Jeśli przyzwyczaimy je do zasypiania w określonych warunkach, wkładając je w jego rutynę, to tylko w tych i wyłącznie w tych warunkach będzie miało poczucie bezpieczeństwa zasypiając. U nas wykluczenie smoczka w znacznym stopniu zaburzyło te warunki, a więc zasypianie najmniejszego stało się kluczowym problemem naszego domostwa.

A przecież zasypianie to wcale nie taka łatwa sprawa…

Sen zarówno dziecka, jak i dorosłego człowiek składa się naprzemiennie z faz snu głębokiego, płytkiego i przebudzeń. Tych przebudzeń zwykle nawet nie pamiętamy. Dzieci tak samo jak i my, dorośli wiele razy przebudzają się w nocy na kilka chwil, ale nie ma się czym martwić, bo jest to absolutnie normalne zjawisko.
Jeśli maluch jest przyzwyczajony do tego, że zasypia przy piersi, to w momencie przebudzenia będzie jej szukał by zapewnić sobie właściwe warunki, a jeśli jej jednak nie znajdzie, to postanowi to zmienić wykorzystując całą moc swoich płuc, by wezwać do siebie matkę rodzicielkę i tym samym cycko-usypiacz. Analogicznie będzie ze smoczkiem, który wypadł i dziecię nie potrafi go sobie na powrót zaaplikować, z butelką mleka, przytulanką, po którą nie potrafi sięgnąć. Wszystko w imię poczucia bezpieczeństwa.

Nie myśl oczywiście, że neguję podawanie smoczka, dla nas przez dwa lata był wspaniałym przyjacielem, a po skończeniu roku Miko potrafił sam sobie go w nocy znaleźć, dzięki czemu wiele nocy było błogo przespanych do rana. Brak smoka postanowił sobie wynagrodzić jeszcze częstszym i dłuższym spaniem z nami, co w efekcie za naszym przyzwoleniem doprowadziło do niezdrowego zwyczaju.

Idą zmiany

Po przeczytaniu tego naręcza książek, szybko zorientowaliśmy się, jakie karygodne błędy dotychczas popełnialiśmy. Nie było innej rady, jak zrobić życiowe rewolucje i wprowadzić i Miko, i nas na odpowiednie tory. Tak, nas też, bo tak naprawdę, ta cała sytuacja od nas wymagała największej cierpliwości i wysiłku. A przede wszystkim czasu. Musieliśmy zacząć trzymać się nowych zasad, które pewnie dla wielu osób bywają oczywistą oczywistością, dla nas poniekąd znajome, a były niczym odkrycie ameryki. Oczywiście mieliśmy też asa w rękawie, który baaaardzo nam pomógł, ale o tym dalej.

Nowe. Oj nowe.

Pierwszą rzeczą, którą wprowadziliśmy, był nowy rytm. Dzieci go potrzebują jak powietrza, serio. Niby to takie oczywiste, bo w pierwszym roku życia czciliśmy go niczym dekalog, co podpowiedziała nam w swojej książce naczelna treserka dzieci Tracy Hogg. A jednak z czasem odeszliśmy od niego i tu pierwszy pies pogrzebany. Daliśmy ciała…. I w efekcie cierp ciało coś chciało. Dziecię nawet te najbardziej bystre na zegarku się za chiny nie zna i to my, rodzice regulujemy ten mały organizm, ustawiając pewien stały porządek dnia. Do zapisania i stosowania. Najlepiej w powiesić na lodówce, zerkać i powtarzać do utrwalenia.

Jeśli jesteś rodzicem małego dziecka, tzn. takiego poniżej sześciu miesięcy, to wiedz, że takie dzieci nie rozróżniają nocy od dnia. Dlatego też, jeśli dziecko przy nocnym karmieniu postanawia jednak nie spać od razu, trzeba dać mu chwilę czasu i dać poleżeć spokojnie w łóżeczku lub nawet nieco pogrymasić. Dopiero płacz powinien być sygnałem do interwencji. Wtedy można utulać, kołysać itd, ale nie przystawiać od nowa. Syte dziecko nie ma potrzeby jedzenia po raz kolejny, a przystawianie byle tylko uspokoić doprowadzi jedynie do sytuacji, kiedy dziecko będzie WYMAGAĆ piersi do snu i może się o nią upominać nawet co godzinę. Wtedy żegnaj śnie, witaj rzeko kawy. Wówczas lepszym rozwiązaniem jest zwyczajnie smoczek, aplikowany po nakarmieniu. Jeśli chodzi zaś o sen, z moich doświadczeń wynika, że w pierwszych tygodniach sen powinien być jak karmienie, czyli na żądanie. Dzieci są różne i potrzebują różnych ilości snu. Po paru tygodniach to się reguluje i  dziecię ma już stałe pory drzemek:  jedną przedpołudniową i drugą popołudniową.

Rutyna. Ta okropna, najgorsza, od której my dorośli tak uciekamy, a która dla dzieci jest tak ważna, bo daje im poczucie bezpieczeństwa. Zaczęliśmy bezwględnie jej przestrzegać, pilnując wieczornych rytuałów. Najpierw kolacja, potem mycie ząbków, kąpiel, smarowanie kremem i masaż, a do tego wspólne śpiewnie kołysanek, zabawa oraz żarciki. Ostatnim punktem jest czytanie bajki. Co wieczór to samo, żadnych zmian, żadnego pola do negocjacji, drugiej bajki. Wszystko tak samo, po to by stworzyć bezpieczne i przewidywalne warunki, które będą sprzyjać wieczornemu wyciszaniu i w efekcie zasypianiu.

Kolejną istotną rzeczą którą wprowadziliśmy było zasypianie we własnym łóżku. Odeszliśmy od sytuacji, w których Miko zasypia u nas w łóżku, za wyjątkiem okresów, kiedy jest chory i towarzyszy mu bardzo wysoka gorączka. W normalnych okolicznościach, idzie spać ZAWSZE u siebie w łóżeczku. Zasypianiu towarzyszy bajka, ale tylko jedna. Codziennie wieczorem, gdy kładziemy go do łóżkam, mówimy: Mama/Tata teraz przeczyta Ci jedną bajkę, a gdy ona się skończy, dam Ci buziaka na dobranoc i pójdziesz spać. Bezwględnie trzymamy się tej reguły i zawsze dotrzymujemy wszystkich elementów. Czytamy całą baję, nawet jeśli zaśnie i zawsze dajemy buziaka przed wyjściem – oczywiście odpowiednio delikatnie jeśli już usnął.

Coś do wyciszania i zasypiania. Tym czymś przez długi czas był smoczek w komplecie z przytulankami – pieluszką i świnką. Obecnie pozostały nam przytulanki. Obie zawsze czekają w łóżeczku, gdy przychodzi pora spania. W tym wszystkim chodzi o to, by dziecko miało przedmiot, który je uspokaja, wycisza i daje poczucie bezpieczeństwa.

Ważne też, by stworzyć dziecku odpowiednie warunki do spania, czyli bez jasno świecących lampek, kul świetlnych, półmroku itepe. W pokoju dziecięcym w nocy powinien panować mrok, ewentualnie rozświetlany przez delikatną lampkę ledową, ale taką, która nie rozjaśni pokoju. Ciemność jest bardzo ważna, bo wpływa na wydzielanie się w organizmie melatoniny, a ona na właśnie na usypianie. Oświetlenie pokoju dziecięcego nocą będzie skutkowało niczym innym jak częstszym wybudzaniem i gorszym snem, a także trudniejszym zasypianiem przy nocnym wybudzeniu.

Zero bajek w telewizji przed snem. Tak, właśnie. A wszystko dlatego, że szybko przeskakujące obrazy bardzo pobudzają dziecko, co w efekcie przyczynia się do problemów z zasypianiem. A więc wieczorny szlaban na telewizję. Amen.

Bardzo istotną rzeczą, choć często j bagatelizowaną jest otoczenie. A mianowicie, miejsce w którym zasypia dziecko nie powinno być przesycone bodźcami, a więc przed snem pokój powinien być przede wszystkim posprzątany. Sprzyjające są stonowane kolory otoczenia, które łatwiej pozwolą się wyciszyć, a także pościel, w której dziecko będzie lubiło zasypiać. U nas kolorową pościel zastąpiliśmy białą z Sango Trade z motywem ulubionych zwierzaków, którym co wieczór mówimy dobranoc tuż przed czytaniem bajki.

Na koniec kilka słów o doborze odpowiedniej literatury na dobranoc – czyli nasz as w rękawie. Czytaliśmy różne rzeczy z lepszym lub gorszym skutkiem. W pewnym momencie w nasze ręce trafiła książeczka dla rodziców dzieci, które nie chcą zasnąć. To była taka nasza wisienka na torcie, jeśli chodzi o wieczorne usypiania. Książeczka o której mówię, to O króliku, który chce zasnąć. Książeczka napisana jest przez neuropsychologa, który połączył odpowiednią treść z instrukcją czytania, dzięki czemu dziecie słuchając jej odpręża się i zaczyna robić się coraz bardziej senne. Dzięki tej książeczce nasze dziecko zaczęło bezproblemowo zasypiać już od pierwszego czytania. Ja sceptyk nad sceptykami trzymam tę książkę w domu niczym biblię i nie dam o niej złego słowa powiedzieć 🙂 Oczywiście nie będziemy jej czytać po wieki, ale książka ma jedną niewątpliwą zaletę – uczy malucha wyciszania się, a rodzica sposobu, w jaki powinien dziecku czytać, by wspomagać jego zasypianie.

Oczywiście każde dziecko jest inne, ale te wszystkie czynniki są bardzo istotne i pomocne w przyzwyczajaniu dziecka do samodzielnego zasypiania. Nie oczekujmy więc, że dziecko zajmie się same sobą, przykryje się kołdrą i pójdzie spać – to raczej domena nas, dorosłych. Dzieci potrzebują być kochane i otoczone opieką, by czuć się dobrze i bezpiecznie, co jest niezbędne do szybkiego i spokojnego zasypiania, a co za tym idzie, również i snu.

*wpis zawiera lokowanie produktów Sango Trade

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Brak komentarzy

Napisz odpowiedź