Dziecko Moim zdaniem Polecane

Idealne dziecko idealnego rodzica

Bycie rodzicem nie jest już tylko kwestią wychowywania dziecka. Lata temu, gdy nasze pokolenie było jeszcze dziećmi, rodzice zajmowali się sobą, a dzieci sobą. Żaden dorosły nie siedział nad dzieckiem przez całą dobę stymulując je do pozytywnego rozwoju tysiącami pomysłów na kreatywną zabawę. Nie. Dorośli siedzieli z nosem w swoich sprawach, a dzieci biegały po podwórku. Teraz jest to nie do pomyślenia, bo wedle społecznego przekonania, rodzic nie spędzający z dzieckiem czasu na rozwijającej zabawie wcale nie jest dobrym ojcem czy matką. A dziecko z pewnością wyrośnie na przygłupa.

Jeszcze zanim maluch pojawi się na świecie, snujemy tysiące marzeń i planów. Jaki będzie? Jak będzie mieć charakter? Czy będzie odważny, mądry, piękna, towarzyska? Myślimy o cechach, które chcielibyśmy w dzieciach zaszczepić, o tym jak wychowywać, by było szczęśliwe. Marzymy o rozbudzaniu ich pasji do czytania książek, gier logicznych, aktywności sportowych i wierzymy, że nasze dzieci będą w każdej z tych dziedzin wybitne. Bo tak nam się marzy. Dzielimy się marzeniami z bliskimi i innymi przyszłymi lub młodymi mamami. To dopiero prolog.

W obecnych czasach realia znacznie się zmieniły. Rodzicielstwo nie jest już tylko rodzicielstwem. W niektórych grupach stało się wyścigiem o idealne dziecko, starciem na umiejętności, walką na pomysły kreatywnego spędzana czasu, porównywaniem sposobów na stymulowanie do rozwoju. Wszystko musi być efektywne, zabawki edukacyjne, książki mają nieść wyłącznie naukę. Zrobiła się moda na hodowanie małych Einsteinów i olimpijczyków w jednym. Jeśli dziecko odstaje, to na pewno coś z nim nie tak, wtedy dla złagodzenia bólu mówi się, że każde dziecko w swoim tempie, a matki wracają do domów i ślęczą nad tymi biednymi dziećmi, pokazując od nowa srylion obrazków i uczą rozpoznawać, naśladować, nazywać, rachować. Z przyjemności i nauki przez zabawę robi się jakiś cholerny obowiązek, mus, konieczność. Byle by lepiej, szybciej, prześcignąć rówieśników, być zdolniejszym, być dumą rodziców.

Podobnie jak wielu rodziców, z radością aktywnie spędzam czas ze swoim dzieckiem. Był taki czas, że dawałam się nawet wciągać w tę cholerną paranoję. Słuchałam innych matek, obserwowałam inne dzieci, a potem zastanawiałam się, czego robię za mało, albo co powinnam robić lepiej. Dlaczego on jeszcze nie mówi lub jeszcze nie naśladuje. Frustracja rosła. Aż w końcu przelała się szala goryczy, powiedziałam dosyć. Olałam temat i przestałam reagować na słowa: to on jeszcze nie gada/ siada/ śpiewa itd. Postanowiłam zrezygnować z tego chorego wyścigu o najzdolniejsze dziecko. Moje dziecko nie musi być naj dla wszystkich, jest NAJ dla mnie i to zdecydowanie wystarczy. Ba, jest aż nadto.

Każde dziecko rozwija się wedle własnego tempa. Każde dziecko ma inne predyspozycje, uzdolnienia, talenty. Nie ma co przyspieszać rozwoju, porównywać umiejętności, bo to olbrzymi błąd. Stresowanie siebie i dziecka. Nakręcanie się na pierdoły, które nie mają istotnie znaczenia. Jedne dzieci chodzą, gdy mają już jedenaście miesięcy, inne stają na nogi jak mają szesnaście i każde z nich robi to wtedy, kiedy jest na to gotowe. Nie wcześniej, nie później, ale dokładnie w swoim czasie.

To, że dziecko potrafi coś słabiej od rówieśnika, nie znaczy, że zawiedliśmy jako rodzice. Jeśli gada mniej, to choćbyśmy nadawali do niego całą dobę, nie zacznie mówić szybciej, niż będzie na to gotowy. Oczywiście mówienie do dziecka wpływa na nie bardzo pozytywnie, my czytaliśmy dużo książek, bo je uwielbiamy – oglądać, czytać, kartkować. To zawsze dobry i przyjemny sposób na spędzenie z dzieckiem czasu, o ile nie zmuszamy go do „wkuwania” na blachę kotka, pieska i ptaszka. Nie tędy cholerna droga.
Zawiedziemy jako rodzic w momencie, gdy nasze chore ambicje na posiadanie dziecka NAJ przerosną i nas i dziecko. Wtedy poniesiemy klęskę jako rodzic, bo bardziej będzie nas przejmować otoczenie niż dziecko.

Najlepiej wypisać się z tego bagna. Omijać takie dyskusje szerokim łukiem lub nie dawać się w nie wciągać. Unikać porównywania umiejętności. Nabrać zdrowego dystansu, bo bez tego zguba murowana i depresja rodzinna. Dziecko najbardziej do zdrowego i prawidłowego wzrostu potrzebuje kochającego rodzica, a nie sryliona zabawek edukacyjnych i cało dobowej stymulującej zabawy. Zresztą zobacz, porównywane są zwykle skille dzieciaków, a na to jak bardzo są wykochane i otoczone miłością zawodów już nie ma, helloł!  Nuda i maluszkom też jest potrzebna, bo pobudza w dziecku funkcje poznawcze i kreatywność. Poza tym zabawki powinny nieść też radość zabawy.

Moje dziecko do ukończenia drugiego roku gadało jakieś dziesięć słów na krzyż. Potem pewnego dnia obudziło się i zaczęło gadać, śpiewać, mówić wierszyki. Tak z dnia na dzień, bo właśnie wtedy przyszedł jego czas. Obecnie gada pewnie więcej, niż niejeden dwulatek. – tak twierdzi pediatra, ja się uśmiecham, cieszę, bo taka z niego mądrala. Ale już obserwuję, nie porównuję, wszyscy żyjemy w świętym spokoju.

Na koniec jeszcze jedna istotna rzecz – trzeba też mieć świadomość, że ta rywalizacja pozostanie już na zawsze, gdzieś obok. Społeczeństwo takie jest i się pewnie nie zmieni. Zaczyna się od pieluszkowego zapalenia mózgu, a kończy się na wartościowaniu życia swojego dziecka i własnego, poprzez jego osiągnięcia. Ja dziś powiem wprost. Moje dziecko jest moim największym osiągnięciem. Jest wyjątkowym małym człowiekiem i dla mnie zawsze będzie, bez względu na wszystko. Nawet jeśli w czymś jest słabszy od innych, to i tak niezmiennie jestem z niego dumna. Bo wiem, że chce, próbuje i w końcu mu się uda, a wtedy będziemy razem świętować każdy, nawet najmniejszy sukces.

Co zatem z tymi idealnymi dziećmi idealnych rodziców? Za jakiś czas idealni rodzice zdadzą sobie sprawę, że ideałami nie są, a ich energia i przerost ambicji znajdą odbicie w nieszczęśliwym dziecku, które silnie dopingowane do rozwoju, nie miało być szansy zwyczajnie dzieckiem. Jeśli ktoś ma ochotę, proszę bardzo, ale ja tak nie chcę i nie wchodzę do kręgu idealnych rodziców.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Brak komentarzy

Napisz odpowiedź