Dziecko Polecane

Co robić, gdy dziecko się nie słucha?

Wychowanie dziecka to wcale nie jest taka prosta sprawa, jakby się mogło wydawać. Oczywiście ameryki tym stwierdzeniem nie odkrywam. I choć wydawało mi się, że całkiem daję radę to w pewnym momencie przyszło mi się zmierzyć z niespodziewanie zaczynającym się robić krnąbrnym dwulatkiem.

Odkąd zaczął dobrze kumać pewne rzeczy i mieć świadomość mocy swojego zachowania, to zaczął to w pełni wykorzystywać. Normalne to przecież, że gdy raz poczujesz choć ułamek władzy, to ciężko Ci ją oddać i się podporządkować. Zwłaszcza, gdy masz dwa lata. Żadne zakazy ani ostrzeżenia nie działały, choć prosiliśmy i błagaliśmy nie właź na stół, nie wkładaj paluchów do kontaktu,  baaa, miałam wrażenie, że mówię w całkowicie niezrozumiałym dla niego języku i w praktyce niewiele się pomyliłam. Niedługo potem miałam okazję się o tym przekonać.

Czasami warto posłuchać kogoś mądrego, kogoś kto zna się na rzeczy. Nie chodzi mi oczywiście o rodziców czy teściów, bo jak się okazało, to często jedni z większych sabotażystów prawidłowej komunikacji z dzieckiem. Nie bez przyczyny o tym mówię, bo to właśnie od swoich rodziców przejmujemy wiele sposobów komunikowania się, które są niewłaściwe. Bo ile razy zdarzyło Ci się krzyczeć do dziecka np. Zaraz się uderzysz lub nie wchodź tam, bo zaraz spadniesz? Albo ale jesteś marudą lub jesteś bardzo niegrzeczny? Ano właśnie.

A więc przyszedł taki czas, gdy z nieba spadła mi pomocna dłoń w postaci warsztatów n/t komunikowania się z dzieckiem. Pobiegłam pełna zarówno sceptyzmu (co ja się mogę o moim dziecku więcej dowiedzieć niż wiem już do tej pory) i nadziei (może w końcu uda się jakoś zapanować nad tym chaosem). Warsztaty poprowadził pan będący ojcem i pedagogiem w jednej i tej samej osobie. Mówił bardzo mądrze, konkretnie i z olbrzymim sensem. Mówił właściwie o nas, serio, takie miałam wrażenie. Zupełnie jakby zajrzał do nas przez okno i zidentyfikował nasze problemy komunikacyjne. Dwie godziny później wróciłam na skrzydłach do domu i zaczęłam testować na dziecku nowo poznane techniki. Wyobraź sobie moje zdumienie, kiedy okazało się, że one naprawdę działają.

Zakazy i polecenia

Prawda jest taka, że na ogół nieświadomie trzymamy się utartych schematów. Powtarzamy te same komunikaty, które nam zdają się być konkretne, rzeczowe i nadzwyczaj oczywiste. Mówimy:

Nie ruszaj!

Nie biegaj!

Nie dotykaj tego!

W tym samym czasie dziecko słyszy:

Bla bla ruszaj!

Bla bla biegaj!

Bla bla dotykaj!

Małe dziecko po pierwsze nie do końca rozumie dlaczego zabraniamy lub odmawiamy pewnych rzeczy skoro są na wyciągnięcie ręki, a po drugie nie jest jeszcze na tyle rozwinięte, aby umieć zapanować nad swoimi pragnieniami – to zdecydowanie cecha, którą nabywamy z wiekiem. Aby dziecko było w stanie odczytywać nasze komunikaty, trzeba wyrażać je jasno i precyzyjnie, mówiąc co ma robić, a nie czego nie robić. A więc:

Zamiast mówić nie dotykaj tego! czy nie ruszaj! powinno się komunikować Zostaw to!

Zamiast nie biegaj!, wystarczy powiedzieć Usiądź. To takie proste, prawda?

Sugestie

Drugą częścią tej całej tajemnej a tak oczywistej wiedzy są sugestie. I tu jak nic warto wspomnieć o tych dziadkach sabotażystach. To oni  (choć nie tylko, bo i my rodzice czasem to robimy) bardzo często swoimi sugestiami sprawiają, że dziecko przyjmuje pewne zachowania. Karmią łyżeczką czy noszą na rękach kilkulatka, bo jest taki malutki, a on wtedy przyjmuje to za normę dla siebie i każe się potem nieustannie nosić i karmić, bo przecież jest jeszcze mały. Mówią, że jest łobuziakiem, więc on biega i wszystko zrzuca z szafek, bo to właśnie robi łobuziak. Mówią, że jest gapą, więc wierzy w to i się potyka o własne nogi. Mogłabym tak bez końca.

Takie etykietowanie jest złe i nigdy nie przynosi korzyści. Zamiast nadawać dziecku etykiety, warto podkreślać cechy. A więc:

Zamiast mówić Jesteś marudą powinno się mówić np bardzo dziś marudzisz, spróbuj się uśmiechnąć

Zamiast mówić jesteś niegrzeczny, lepiej powiedzieć nieładnie się zachowujesz.

Sugestie działają podobnie w przypadku przepowiadania konkretnych następstw np. zaraz się uderzysz. Dla dziecka to nic innego jak informacja zapowiadająca, że zaraz się uderzy. Co małe dziecko z tym zrobi? Ano najczęściej się zasugeruje i nabije guza. A wiec zamiast podpowiadać źle, warto powiedzieć: uważaj, ostrożnie.

Budowanie postrzegania świata

Nie ma co się łudzić, że możemy zrobić cokolwiek obok dziecka, tak by być poza zasięgiem jego wzroku czy słuchu. Prawda jest taka, że nieustannie jesteśmy obserwowani i słuchani przez nasze dzieci. Nawet, kiedy nam się wydaje, że one nie widzą, bo są zajęte zabawą. Nawet kiedy są w drugim pomieszczeniu. One cały czas, nadal i nieustannie patrzą na nas, słuchają i czytają z nas emocje.

Wiadomo, każdemu z nas zdarza się czasem rzucić bluzgiem. No nie ma mocnych, święte nie jesteśmy ani z innej gliny. Rodzic to rodzic i czasem ma dosyć. Story of our life. Jednak to w jaki sposób się zachowujemy, jakie emocje od nas biją i w jaki sposób mówimy – to wszystko bezpośrednio wpływa na budowanie wizji świata w umysłach naszych dzieci.

Wiadomo, każdy z nas miewa gorszy dzień, ale mówienie kategoriami negatywnymi wywoła najgorszy z możliwych efektów, bowiem rodzice są dla dziecka całym światem i nigdy się nie mylą. jeśli mama lub tata powiedzą, że świat jest do dupy, to z całą pewnością taki jest. Dlatego warto się zastanowić i ugryźć w język, zanim następnym razem w obecności malucha powiemy coś negatywnym wydźwięku. To samo się tyczy rozmów na temat innych – pamiętajmy, że wszelkie komentowanie nie ucieka dziecięcej uwadze. Sami powinniśmy na to bardzo uważać i tak samo ukracać, gdy robią to bliscy w obecności dziecka. W końcu umysł dziecka chłonie niczym gąbka i nie potrafi jeszcze selekcjonować dostarczanych informacji, a tym bardziej zrozumieć sarkazmu.

To wszystko to zaledwie ułamek, ale faktycznie ta wiedza okazała się bardzo przydatna. Oczywiście Miko nie zaczął chodzić jak w zegarku z dnia na dzień, ale zauważyliśmy wiele różnić  w odbieraniu przez niego tego, co chcemy mu przekazać. Początek był bardzo ciężki, bo wymagał olbrzymiej samokontroli i wykształcenia nowych nawyków, niemniej jednak efekty są, są duże i warto się postarać, by wprowadzić tę pozytywną zmianę. W końcu ile warta jest udana komunikacja z własnym dzieckiem?

ZOBACZ RÓWNIEŻ

Brak komentarzy

Napisz odpowiedź