Ciąża Moim zdaniem Polecane

Czy jesteś gotowa na ciążę z nieznajomym?

Niby jesteśmy już tak otwarci, niby widzieliśmy już wszystko, niby ciężko nas zaskoczyć. A jednak są jeszcze granice, których jak dotąd nigdzie nie przekroczono. Jak dotąd. Bo to tylko kwestia czasu, który właśnie wybił. A siła telewizji jest magnetyczna, wszystko by zaistnieć i złapać za nogi swoje pięć minut, co media skrzętnie wykorzystują. Jesteś gotowa?

Był już Big Brother, który wzbudził wiele kontrowersji, bo pozwolił na obserwację zachowania ludzi odizolowanych, relacjonując od tego co jedli, aż po ich wizyty w toalecie. Wtedy myśleliśmy, że już więcej się nie da, ale dało się. Na bazie tego formatu powstało wiele kolejnych, podglądaliśmy zwykłych ludzi, gwiazdy, potem z poziomu kanapy podróżowaliśmy z nimi po świecie obserwując jak śpią w warunkach na granicy ubóstwa i piją krowi mocz. Od jakiegoś czasu obserwujemy eksperymenty opierające się na aranżowanych małżeństwach, gdzie jedni obnażają uczucia, inni pod wpływem sytuacji zaczynają uciekać, szukając prywatności, która w obecnych czasach ma olbrzymia wartość, często jednak niedocenianą. I wydawać by się mogło, że więcej już się nie da, a jednak…

Parę miesięcy temu mąż wspomniał mi o tym, że gdzieś na świecie planowana jest produkcja zbliżona do tej opartej o aranżowanie małżeństw, z tą różnicą, że tutaj początkiem miało by być poczęcie dziecka przez nieznajomych sobie ludzi, którzy potem wspólnie wychowywali by owoc tegoż płodnego procesu myślowego psychologów. Powiedziałam tylko wtedy: Stary, w życiu do tego nie dojdzie, bo to byłoby absolutnym propagowaniem patologii. Tak wtedy myślałam.

W jak wielkim błędzie żyłam, przekonałam się dosyć niedawno. Ludzie kochają telewizję za skandale, którymi stoi. Słupki oglądalności muszą iść w górę, KPI trzeba realizować, a kasa musi płynąć. A że Duńczycy uchodzą za najszczęśliwszy naród świata, to gdzie robić takie eksperymenty jak nie tam?

Na dniach ruszyły castingi do pierwszego programu, opartego na zaaranżowaniu rodziny z pary nieznajomych, a wszystko to w oparciu o opinie biegłych psychologów, których zadaniem będzie dopasowanie do siebie potencjalnych przyszłych rodziców. Ale żeby było bardziej tricky, nie mają oni stanowić wzorowej rodziny. To nie ma być piękny szczęśliwy obrazek. Ten układ ma się opierać o opiekę naprzemienną, bowiem potencjalni rodzice mają pozostać singlami. Takich chcących dziecko, ale bez związku. Najlepiej co drugi tydzień, bo pożyć też przecież trzeba.

Niby to takie nowoczesne, takie postępowe. W końcu i samotne kobiety decydują się na in vitro z wykorzystaniem nasienia z banku, bo zegar biologiczny tyka, a im nie było dane poznać księcia na białym koniu. Nie krytykuję tego, absolutnie. To są zwykle bardzo przemyślane i odpowiedzialnie podjęte decyzje. Z Bogiem, popieram. Ale czy tylko ja w projekcie sprytnych Duńczyków dostrzegam patologię?

Patologię, bo to propagowanie wzrastania dziecka w rozbitej rodzinie. Bo jak inaczej nazwać taką farsę, gdzie obcy ludzie absolutnie się nie znając decydują się związać na całe życie żywą istotą? Gdzie opieka naprzemienna nad dzieckiem nie jest wypadkową nieudanego związku, a ma stanowić normę, która normą być nie powinna? Skąd wychowywane w ten sposób dziecko ma czerpać wzorzec na przyszłość? Jakie wartości dotyczące rodziny można dziecku przekazać?  Dziecko to nie ślub cywilny, który można rozwiązać i rozejść się w swoje strony, a potem zapomnieć na zawsze. Dziecko zostaje, i nie powinno być wynikiem eksperymentu, który nieudany może mieć tragiczne konsekwencje.

Tak, w normalnym życiu zdarzają się wpadki, ciąże będące wynikiem lekkomyślności, impulsu, złych decyzji. Ale nadal są to decyzje i wybory podejmowane osobiście, podyktowane jakąś emocją, a nie przez osoby trzecie w oparciu o psychoanalizę. Nosić dziecko zupełnie obcego człowieka i wychowywać z nim, nie wiedząc o nim nic? Związać się poprzez dziecko na całe życie z obcym człowiekiem? Jaką historię można później dziecku tym przekazać?

Patologię, bo ludzkie życie ma być wynikiem eksperymentu. Jak potem takie dziecko ma wzrastać w społeczeństwie, gdzie nie będzie anonimowe? Wystawione na żer rówieśnikom, którzy będą go piętnować i wyśmiewać? Że jest wytworem na potrzeby telewizji, bez normalnego dzieciństwa? Wychowany w cieniu kamery na którą nigdy nie wyraziło zgody? Bo stacja telewizyjna określa cenzurę, niekoniecznie zgodną z tym ile dziecko w wieku dorosłym uzna że chciałoby ujawniać?

Powiesz, że my rodzice blogerzy też wychowujemy dzieci w cyfrowym świecie i ja Ci nie zaprzeczę. Ale my mamy kontrolę, pokazujemy ni mniej nie więcej, a tyle ile chcemy pokazać, zachowując swoje granice. Dla jednych będzie to pokazywanie w pełni wizerunku dziecka i opowiadanie o jego życiu ze szczegółami, dla innych cząstkowo, a jeszcze dla innych wizerunek dziecka będzie nietykalny i postanowią go dobrze zataić. Ale to nasze wybory. Potencjalny rodzic biorący udział w projekcie pozwala, aby tę granicę narzucały media, dla których sprawą priorytetową nie są wcale konsekwencje wynikłe w czasie, a aktualne oglądalności i wpływy reklamowe.

Na koniec pozostaje jeszcze pytanie jeśli dojdzie do przypadku wad rozwojowych płodu, to czy będziemy świadkami medialnego przerywania ciąży? Wszak w tak liberalnym państwie jakim jest Dania, ogólno dostępność rozwiązań na miarę potrzeb obywateli stanowi normę, ale nawet jeżeli sami jesteśmy liberałami, to czy chcielibyśmy być również świadkami takich historii? Czy nie jest to naruszenie już wszelkich granic?

Nowoczesność i postępowość to jedno, ale szerzenie patologicznych postaw to drugie. Miejmy nadzieję, że nie przyjdzie nam kiedykolwiek obserwować takich historii na własnym podwórku.

ZOBACZ RÓWNIEŻ

1 komentarz

  • Odpowiedz
    Kaja
    15 listopada 2017 at 19:27

    nie wiem już sama do czego ten świat zmierza – chyba najlepiej wyłączyć TV i się nie ogłupiać 🙂 książki, książki i jeszcze raz książki 🙂

  • Napisz odpowiedź