Dziecko

Błędy wychowawcze, które wszyscy popełniamy

Choć na co dzień wydawać by się mogło, że staramy się ze wszystkich sił wychowywać dzieci w najlepszy sposób jaki tylko potrafimy, to jednak po cichu często chodzimy na skróty. Serio, ja też. No nie da się być zawsze w 100% nieskazitelnym, niemogącym nic sobie zarzucić rodzicem, no kaman, nie ma takich ludzi. Codziennie popełniamy pierdyliony różnych błędów, by zyskać nieco czasu na ogarnięcie chałupy, powieszenie prania, przełknięcia gryza kanapki lub spokojnej wizyty w toalecie. Jeśli któryś rodzic twierdzi że ma na to czas, nie kradnąc go w żaden sposób, to nigdy w to nie uwierzę. Choć dochodzę już do mistrzostwa w organizacji czasu, to nie obejdzie się bez tzw. kantowania. Zawsze mam w głowie co najmniej kilka gotowych rozwiązań, co by przekonać dziecia do zajęcia się czymś na chwilę.

Tak jak chyba wszystkie znane mi matki miałam niegdyś wizję i milion pomysłów na wychowanie dziecka – ja, matka debiutująca. Choć starałam się podchodzić zdroworozsądkowo, to jednak gdzieś w głowie miałam ułożoną listę rzeczy, w stosunku do których jestem stanowczo na NIE. Ciąża postępowała, a ja w dyskusji z innymi „ciężarówkami” wymieniałam miliony poglądów, skutkiem czego moja lista się wydłużała. Ambicje, drodzy.

Przyszedł zatem dzień narodzin, potem dzień po i pomyślałam: miało być fajnie, słodko, cudownie, spokój, sielanka, a jest masakra. On płacze i płacze. Nakarmiony (to właściwie było jedno nieustające karmienie przerywane drzemkami), przewinięty, wytulony i nadal płacze. O co kaman?
Jak to zwykle w życiu bywa, rzeczywistość brutalnie zweryfikowała moje niezwykle ambitne postanowienia i zburzyłam idylliczne wyobrażenie o sielance macierzyńskiej. Bo przecież Miko nie będzie wiecznie tylko jadł i spał, nie płacząc przy tym w ogóle.
Miałam do wyboru odrzucić wydumane teorie i przetrwać, albo pozostać twardą i próbować zdusić swój krzyk bezradności, powoli zdychając z wycieńczenia. Wiesz co wybrałam? Tak, zdecydowanie pierwsze, pewnie dlatego przetrwałam 😉

Im dalej w las, tym ścieżka wyobrażeń i rzeczywista coraz bardziej się od siebie oddalały. Lawina ruszyła niemal od początku. Mogłam dumać dalej, szukać alternatyw, ale i tak finalnie poległam. Dlaczego? Bo wybrałam łatwiejszą drogę?
Tak, pozwoliłam i nadal pozwalam sobie na tzw. błędy wychowawcze. Ale dzięki nim na co dzień wygrywam.

Moje dziecko miało wychowywać się bez smoczka. Bo zaburza naturalny odruch ssania. Bo próchnica. Po krzywe zęby. Bo jest niepotrzebny. Aha, jasne… Druga doba w szpitalu i syrena jaką podniósł, a której niczym nie dało się opanować + moja niespełniona wizja idyllicznego początku szybko popchnęły mnie do wprowadzenia gumowego nieprzyjaciela, który jednak okazał się przyjacielem. I wcale nie jest mi z tym źle. Ząbki rosną książkowo, zero próchnicy i po dziś dzień pomaga nam w usypianiu. Alleluja!

Moje dziecko miało nie oglądać bajek. Tak było do dnia, kiedy to dzieć postanowił dać mi ostro w kość, nie dając tym samym szansy na zrobienie czegokolwiek, nawet wypicia łyka zimnej kawy! Przykleił się do mnie niczym druga skóra, uniemożliwiając zaspokojenie naprawdę podstawowych potrzeb. Wtedy przyszła potrzeba szybkiego i relatywnie skutecznego odciągnięcia jego uwagi. Co zrobić? CO ZROBIĆ??? Jeżuuuu… Gdzie jest pilot? Help! jeśli jesteś mamą wychowującą dziecko bez bajek, błagam, powiedz mi jaki jest Twój sekret, jak to robisz?
Z czasem bajki (oczywiście optymalnie przystosowane do wieku) zaczęły nam towarzyszyć, gdy nie jesteśmy w stanie otworzyć jego paszczy do jedzenia, gdy potrzebujemy skorzystać z toalety lub podczas lotu samolotem, kiedy młody musi pozostać jakiś czas na miejscu. Bogu dzięki za bajki.

Moje dziecko miało jeść tylko bardzo zdrowo i EKO. Sreko. Po pierwsze, nie dało rady trzymać się tego, kiedy Miko postanowił że chrzani jedzenie, o czym pisałam TU. Wtedy coraz częściej zaczynałam się łamać w tym postanowieniu. Choć na ogół gotujemy zdrowe i dobrze zbilansowane posiłki, to w momencie strajku spuszczamy z tonu. Po drugie spróbuj odmówić czegokolwiek , gdy wpatrują się w Ciebie te małe ślepia, całkowicie przepełnione rządzą jedzenia – nie ma co, chwyt na kocie oczy ze Shreka ma już opanowany do perfekcji. Więc może jakoś super EKO nie je, ale zdrowo. Oprócz tych parówek raz na jakiś czas. I oprócz frytek raz na kilka tygodni. Więcej grzechów nie pamiętam 😉

Moje dziecko miało się bawić tylko zabawkami edukacyjnymi, które będą doskonale stymulować jego rozwój. Tjaaaa… Teraz jeśli znajdzie się cokolwiek co zajmie go na więcej niż 5 minut, to się cieszymy. Zabawki edukacyjne są spoko, ale nie tylko takimi dziecko żyje. Czasami najlepszą zabawką jest nie piękna drewniana ciuchcia, a tandetne plastikowe auto, które potrafi zająć go na długie godziny. I to też jest okej. Kupując zabawki, często pozwalamy Mikiemu wybierać, czym chciałby się bawić. Jego zabawki, jego wybór. Choć tych super edukacyjnych oczywiście nie odpuściliśmy całkowicie.

Mimo że moją wydumaną listę szlag trafił, to wcale a wcale nie jest mi z tym źle, bo wynikiem tej niekonsekwencji jest to, że moje dziecko jest zwyczajnie szczęśliwe, a ja mam czas na inne rzeczy. W naszej codzienności płacz jest stosunkowo rzadkim przerywnikiem, częściej Miko przychodzi na kolana pojęczeć i poskarżyć się, zwyczajnie się przytulić. Żyjemy na luzie, spokojnie, bez spiny i niepotrzebnego ciśnienia. No dobra, to by było na tyle moich przewinień – więcej grzechów nie pamiętam. A Wy, tez macie takie niespełnione postanowienia? No nie mówcie że tylko ja tak mam 🙂

Cześć, mam na imię Ania i bardzo się cieszę, że mogę gościć Cię na moim blogu.
Jeśli spodobało Ci się tutaj, to zostań z nami na dłużej, będzie nam bardzo miło 🙂
Polub slodkiciezar.pl na Facebooku
Polub slodkiciezar.pl na Instargarmie

Do zobaczenia! 🙂

ZOBACZ RÓWNIEŻ

8 komentarzy

  • Odpowiedz
    Brzozóweczka
    19 września 2016 at 22:13

    tekst ma charakter cyniczny 😉

  • Odpowiedz
    mag
    5 września 2016 at 21:11

    a dlaczego zaliczasz smoczek do błędów wychowawczych?

  • Odpowiedz
    Karolina Lisicka
    9 lipca 2016 at 20:46

    Nasze dziecko miało jeść zdrowo i stoczyliśmy w tej materii mnóstwo wojen „jak to nie mogę jej dać lizaka/cukierka/batona?” i kosztowało nas to mnóstwo wysiłku ale do tej pory Róża nie je cukru. W domu nie jest to problemem, bo my też go nie jemy. Gorzej poza domem. Jednak udało się. Myślę, że głównie dlatego, że sami się staramy jeść zdrowo. Nie zawsze eko, ale zdrowo.
    Smoczek? Szybko się staraliśmy go odstawić – został rok. Bajki? Zdarza się ale tylko akceptowane przez nas.

    Zabawki edukacyjne? Wszystko może być zabawką edukacyjną 🙂 Z każdej można uczyć się kolorów, kształtów i innych 😉
    Myślę, że najważniejsze to nie wpadać w paranoję i nie dać się zwariować, a przede wszystkim trzeba umieć być wiernym swoim poglądom.

  • Odpowiedz
    Ela
    5 lipca 2016 at 12:10

    A ja dałam i daje rade wychowywać córkę bez smoczka, bez bajek( nie mamy TV)i bez chemii. Nigdy ńie jadła parówek ańi mleka modyfikowanego, a ma juz dwa lata. To ńie jest takie strasznie trudne’ nie wiem jak to zrobiłam, nie czułam że to jakieś wielkie wyzwania, ze cieżko itp. Samo sie stało i udało. Ale zeby nie było, każde dziecko inne, moze moje po prostu bezproblemowe i mam szczęście?

  • Odpowiedz
    Gaba - Turlu Tutu
    6 czerwca 2016 at 13:55

    Mnie to nie wyszło z bajkami, choć mamy bajkowy system z narzuconymi ograniczeniami:P Eco jedzą, bo na wsi mieszkamy, to ECOlogiczną żywność mamy pod nosem 😛 Smoczki im zabrałam jak mieli 6 miesięcy – taka ze mnie wyrodna Macież:) A zabawki edukacyjne porzuciliśmy jużdaaaaawno temu:) zresztą nie bawią się też drewnianymi:)

  • Odpowiedz
    Ola Popielarz
    2 czerwca 2016 at 23:56

    dokładnie.. popełniłam wszystkie.. 😀
    buziaki 🙂

  • Odpowiedz
    Agatka
    2 czerwca 2016 at 20:42

    Ja miałam jedno takie postanowienie, a może bardziej byłam pewna że tak będzie bo mam taki charakter – mianowicie będę matką wyluzowaną, nie będę stawiać dziecka na piedestale, będę dbała o swoje potrzeby – a co z tego wyszło? Mała przyklejona do mnie istotka, z którą strasznie ciężko jest się rozstać nawet na sekundę bo przecież jak mamy nie ma to nic nie ma (ale są krzyki, płacze i piski). I pomimo moich wielkich starań, oddawania ciociom, babciom, mężowi i tak tylko mama jest cool…a mama się daje, przytula, całuje, nosi…bo inaczej nie umie:)

  • Odpowiedz
    Aga
    2 czerwca 2016 at 20:13

    ja ze smoczkiem byłam „lepsza”… wytrzymałam bez niego do 4 dnia życia Zuzki 🙂 a teraz jej – jak to mówimy – „best friend” towarzyszy nam zawsze, jak nie przypięty do sweterka, to schowany gdzieś ale zawsze pod ręką. Baaa! mamy zapasowego best frienda schowanego w szufladzie na wypadek tragedii zaginięcia tego pierwszego… 😉

  • Napisz odpowiedź